W weekend czas doznaje jakiegoś przyspieszenia...
Wiec coby mieć go więcej wstałem o 8:30 w niedzielę!
I już prawie godzinę zmarnowałem na "nierobienieniczegokonkretnego"
Cytacik z wczorajszego Gladiatora -
Antoniusz pyta Cycera: "jak tam leci?"
"Nieszczególnie - z reguły robię to co muszę, rzadko - to co chcę."
Często też tak mam ochotę powiedzieć...
BTW Gladiator jest OK... prosty ale wizualnie rozwala... (no i Rzym-ostatnio się mu przyglądam ;))
Drugi film Fight Club - kultowa sprawa, chyba odświeżony z powodu jednej reklamy (która notabene leciała w przerwie) - ciekawostka - oglądałem go 3 albo 4 razy ...
nigdy nie dotrwałem do ostatnich kluczowych 20 minut .. zawsze zaspałem. Nienajlepsza to reklama.. ale wciąż mam ochote obejrzeć te 20minut, które znam tylko z opowieści ;)
Choroba Oli więzi nas od czterech dni w domu... czekamy sobie na wysypkę, aby się przekonać czy to angina czy szkarlatyna... podobno konowały nie potrafią tego rozróżnić - hmm czekać na wysypkę to ja potrafię po 30sekundowym Googlowaniu...
Ale jest co raz lepiej...
W planach (z rzeczy którę chcę a nie muszę):
- Zagrać na gitarze... 39 Progressive Solos For Classical Guitar ;)
- Pograć w GT Legends... strasznie fajnie sie jezdzi samochodami z lat 60-70
- Pobawić sie zdjeciami
- Przygotować teren pod jakieś malowanie - pejzaz Hiszpański ma priorytet (wpływ Gladiatora?)
- Po południu jakieś granie przy stoliku w nowym gronie ;)
- Wieczorem może "Slumdog millionaire" - za długo czeka, czas rzucic okiem ze szklanką whisky w dłoni....
- Nie puszczac czasu przez palce...
OK .. jak sie uda połowa - będzie dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz