Leciutkie wypalenie - rytm codzienności - trudno wymienić jakąś szczególną sprawę wartą zamieszczenia w pamiętniku :) Wszystko leci jak w taśmie produkcyjnej.
- Wczoraj siatkówka - fajnie ale prawa ręka boli w barku - coś sobie zrobiłem tydzien temu jednak. Zmęczenie o wiele mniejsze niż przed tygodniem.
- Piwo po treningu smakuje jak nigdy... fajnie że pub Magellan otworzyli (wyjątkowo??) pod blokiem.
- Dziś znowu Salsa... jak zwykle przed - nie chce mi się :D
Ogólnie tydzień jakby powtórka zeszłego, ciagle de javu, nie licząc wyjątków i szczegółów... Zdaje się cały sens życia zawiera się w tych szczegółach, które ubarwiają nasze życie robota...
Dzis włoski .. odpuszczam . fuk it
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz