Trzy dni minęły jak z bicza, nawet nie było czasu pomyśleć o jakimś blogowaniu.
Dobrze, że jest praca ;))
- Czwartkowy Arkham Horror okazał się świetną grą, przytłaczająca ilość elementów nie przerodziła się na szczęście na ilość reguł. Grało się zgrabnie i ciekawie, 3 godziny minęły szybko. Szczególnie jak ktoś jeszcze poczyta sobie opowiadania Lovecrafta to klimat Nowej Angli XIXw. jest naprawdę przesmaczny.
W dodatku uratowaliśmy świat, przed Wielkim Przedwiecznym :)
Gra dobra 8/10 .. chętnie zagram - ale nie kupię.
- Piątek rano godz 7:50 zostawiam włączone światła na parkingu przed robotą...
godz 16:05 .. odkrywam że do uruchomienia wozu potrzebny jest sprawny akumulator...
Dwaj koledzy oferują pomoc w pchnięciu z górki... zero efektu. Kolejny kolega przybywa na ratunek z kablami elektrycznymi. Podpinamy akumulatory... zero efektu. Pomysł holowania i rozruchu kończy się trzykrotnym zerwaniem linki... została z niej jakaś marna połówka :D ..Kolejne próby zrzucania Vento z górki.. nic... w końcu złota rada przechodnia: POdpiąć kable do pracującego samochodu - ODCZEKAĆ 10min.. i zpalić.. poszło jak w masło. Po 1.5h walki - uruchomiony w 10minut - Człowiek uczy sie całe życie :) Szczególnie taki neptyk samochodowy jak ja :)
- Sobota - imieniny w rodznnym gronie... hmm czas mile spędzony, ale z perspektywy czasu - przypomina to szlacheckie zabawy. 6 godzin siedzenia za stołem, pożarte góry (pysznego) jedzenia, wypity gar wódki... niby miło, ale jakoś tak bez celu. Boje się że nie da sie tego zmienić.. i np Wielkanoc będzie wyglądała tak samo... Nie wiem, zorganizować rodzinny turniej pokera, rzutu podkowami, podzielić wyraźnie czas pomiędzy młodzież (z tymi to się da w coś zagrać) i starych - z tymi to się da wypić.. zobaczymy.. chęć do zmian jest.. ale system jest oporny na zmiany.
- Miałem robić zdjęcia... ale mimo usilnych rozglądań, nie mogłem nawet w wyobraźni jakiegoś ciekawego kadru uchwycić. Zagracona przestrzeń, przedwiosenna szarość, smutne światło... jedno zdjęcie krokusom zrobiłem... chyba kiczowate.
Ciekawe gdzie leży większy problem... w mojej głowie, czy w opatrzonym, nieciekawym otoczeniu...?
- Niedziela - tradycyjny poranek przy grze z Jędrkiem. Miły przerywnik. Tradycyjne Race for the Galaxy (nie będe już chwalił... I love this game - 3 rozgrywki, 3 różne rozwiązania ). Potem Conflict of Heroes - trochę klimatów II wojny. Rozczarował mnie scenariusz pt."Monsters" ... myślałem, że drugie podejście do tego konfliktu pancerego coś zmieni - jednak nie, gracz niemiecki nie ma żadnych szans... po 3 turach było już pozamiatane. 2 godzinki jednak upłynęły szybko i całkiem fajnie.
Dobrze,że ktoś ma jeszcze zapał...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz