
POtwierdza się... jak ktoś pisze: "Akwaforta zwyciężyła mnie stylem, klimatem i nienachalną, nieefekciarską pomysłowością, bardziej jednak niż w scenografii, przejawiającą się w zapętleniach fabularnych, układankach symboli, filozoficznych rebusach. K. J. Bishop nie zaciska na fabule i postaciach żadnego schematu przewidywalnej intrygi. Opowieść płynie w leniwym, meandrycznym nurcie zdarzeń niekoniecznych, po równo możliwych i niemożliwych, właściwym dla porannego snu lub życia wspominanego na łożu śmierci, że dopiero gdy spojrzymy wstecz, objawi nam się tu wzór kodujący jakiś sens, a w istocie wiele różnych sensów, spośród których sami musimy dokonać wyboru....
To znaczy że czeka nas niezłe nudziarstwo... starałem się jak mogłem, wczuć w "nieśpieszną" akcję... dobrnąłem do połowy... szkoda marnować czasu (według mnie oczywiście)... Jedna z niewielu książek,których nie polecam... może nie dorosłem :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz