sobota, 26 czerwca 2010

Władcy Panthenolu

Dziś dzień najbardziej zbliżony do zwykłego dnia urlopowicza, więc będzie krótko :)

Jako nowonawróceni miłośnicy sztuki sakralnej i tropiciele katolickich siedzib, historyjek i miejsc kultu, wybieramy się rano skoro świt o 11:00 do kościoła.
Dziś Święty Giowanni na Lateranie... Lateran - tu sie kiedys miescila siedziba papiezy zamiast na Watykanie. Jak zwykle nie certolili się z wielkością.

Fasada ooooogromna.. z góry Jezus i reszta wesołej kompanii apostołów zerka na dół z 5 metrowych posągów. W środku... hmm.. można umieścić średniej wielkości sterowiec.
Żarty żartami, ale znowu jest cudnie. Wielkie rzeźby apostołów również czają się w środku, każdy niczym grecki bóg. Sufit kasetonowy, po środku mega udziwniony, odjechany, gotycki baldachim. Nawy boczne zadziwiają skromnością... po prostu białe? niemożliwe! Ale artyści widać odbili sobie to w głównej części "ołtarzowej" podwójnie.


Organy kwadrofoniczne, wielkie telebimy.. ehem malowidla na ścianach, na czaszy mozaika, piekna że aż chce się podziwiać, na podłodze kolejen mozaiki, a to co się dzieje na suficie... tam się normalnie nudzili, albo ktoś ich zamknął na tym 30 metrowym rusztowaniu i na sklepieniu mamy tyle zdobien, że znowu szyja boli. Najfajniej byłoby się położyc na posadzce i podziwiać.. ale chyba nie wypada.

Nie wiem za bardzo czym sie różni bazylika od kościoła... (może chodzi o kopułę?) ale tu mamy wielkość porównywalną z bazyliką św piotra.. co ważne zarówno dla turysty, jak i poszukiwacza uniesień, mniej ludzi i można spokojnie usiąść i to ogarnąć. Wraz z całymi filozoficznymi rozmyslaniami, o swojej ulotnosci, o pracy dawnych artystów, o bogactwie kościoła, o celu i cenie tworzenia takich budowli, o tym, że życie maluczkich jest w zasadzie pyłem historii, kto ma szczęście to dostanie marmurowy posąg, reszta jest tłem.
Ok ok ok otrząsamy się i opuszczamy ten na pewno godny polecenia zabytek i zmierzamy w kierunku metra. Rzut oka na Colloseum, wskok w metro, przesiadka w kolejke - 45min i jestesmy na plaży. Jak już kiedyc pisałem - Lido Ostia to dziura zabita dechami, nie to co nasze np Międzyzdroje. Puste ulice i tylko wille. Zero sklepów, straganów, waty cukrowej, ani termometrów z kotwicą.. chyba jeszcze nie wpadli na ten biznes. Ale za to wpadli, że odgrodziwszy plażę i kasując 10EUR za wjazd, też można zarobic. Na szczęście 200m darmowej plaży się uchowało.
Ludzi kupa, piasek brudnoszary, dosyc marnie... ale... słońce grzeje, wiaterek powiewa, woda niebieska, jakieś nagie biusty czasem się przewiną... czego chcieć więcej? Zero owadów, much, os ani komarów. Za to jest gorsza plaga. Czarni sprzedawcy szajsu. Nie ważne, że masz na nosie okulary, kapelusz na głowie a w reku piwo - będzie łaził wokół Ciebie (hmm.. to chyba Ania ich tak przyciągała po namyśle stwierdziłem) i będzie marudził, wciskał, prezentował dokładnie okulary, kapelusze i napoje. Brzmi niegroźnie.. ale w końcu na okrzyk "Aqua, Birra, Coca-cola" nas mdliło.


Nie idzie poleżeć dłuzej niż 5 minut bez murzyna stojącego nad Tobą i wciskającego Ci koraliki.

Mimo to wytrzymaliśmy ok 3h na plaży i było zajebiście. Wypoczynkowo, wakacyjnie, urlopowo.
W dodatku czujne oko wypatrzy poniżej coś, co pozwalało zapomnieć o drobnych niedogodnościach :)

Trzeba jednak wysupłać 5EUR na parasol, bo nas spali... zrobilismy to o godzine za późno i teraz wyglądamy jak prosiaczki w różowe plamy. Miał być Pantheon, ale dziś jest Panthenol i łagodzenie opalenizny. Chyba plaży nam już wystarczy.

Więc Panthenon jutro, St. Angelo, znane place i na koniec "usta prawdy"... zobaczymy jak się to skończy ;) i kto tam włoży rękę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz