Odespaliśmy wczorajsze znużenie porządnie. Nieco późno zgłosiliśmy się na nasze włoskie śniadanie. Nie ma co liczyc na coś konkretnego.
Włoskie śniadanie to obowiązkowa kawa, ciacho i sok.
To i tylko to, ani okruszka więcej.
Ruszamy do metra, aby uderzyc od razu znienacka na Schody hiszpańskie.
Do tego metra (na stacji Termini)schodzi sie moze z 8-mioma schodami, załukami, korytarzami, katakumbami .. moze i z 10 minut :)
Docieramy i zaczynamy orgię zwiedzania.
Wokół schodów jest naprawdę niezle i pięknie, moznaby tam spędzić pół dnia, gapiąc sie na ludzi i budynki. Zaliczamy kosciol na górze (Trinita dei Monti jakby kogos ciekawilo) i uliczkami w kierunku fontanny DiTrevi.
Tam to dopiero jest obrzydliwie przepięknie... patrząc na wodę w 30 stopniowym upale, ma sie ochotę zostac na reszte dnia i siedziec na schodach...
Ludzi jest masa... a fontanna az kłuje w oczy pięknem.
Wrzucam tradycyjne 50centów.
Kolejne uliczki, ulice, souvenir-shopy i docieramy do Piazza Venezia - najbardziej wypasiony (noo moze poza Watykanem) plac-rondo Rzymu...
Pomnik Wiktora Emanuella II rozgniata... bo to nie pomnik, tylko po prostu wyjebisty monumentalny budynek.. cos jak brama Brandenburska w Berlinie połączona z.. hmm .. z górą i z czymś wielgachnym.
Biały marmur... hektary białego marmuru i wszystko w skali jak dla olbrzymów.. Dla niego przeniesiono Pałac Wenecki. W środku monumentu darmowe muzeum, winda na czubek (7EuR - odpuscilismy, ale chyba warto)...Wyzwalamy sie z tych marmurowych macek i w koncu docieramy do celu naszego dnia - Muzea Kapitolskie... najstarsze i najwieksze skladowisko pamiątek antycznych i troche tez nowszych rzeczy ze sredniowiecza i baroku... historyczny amok..
Wieeelgachne czesci rzezb, mnostwo normalnych rzezb i od zarypania marmurowych głów ( tu juz przesadzili ... nik tego nie ogarnie.. ale gdzies to musieli pokazac :D)
Obrazy, ponowne widoki z galerii na Forum Romanum... wszystko zaje.. ehem.. antycznie piękne. NIe żal drugiego i ostatniego darmowowego wejścia z Roma Pass'u.
Nogi wchodzą nam już po pięty w tyłek...
podziwam Anię, trzyma włoski fason (zdecydowanie lepiej niż same włoszki), maszeruje dzielnie w butach na koturnie, kapeluszu i zwiewnej sukience...
Czasami tylko mdleje, doznaje ataku serca, albo trzeba ją polewać wodą...
Na szczęście większość to przeżycia estetyczne, fajnie mieć kogoś kto się też podjara widokami i całym pięknem tego antycznego szajsu.
Samemu zwiedzac fajnie- ale to nie to samo.
Przysiadamy koło kolumny Trajana, zjadamy kanapkę+piwo+colę za 10EUR i bierzemy spokojny kurs na Hotel główną dróżką - Via Nazionalle.

Tu kolejna pokusa - włoskie sklepy...
Nawet jako prosty facet jestem pod wrażeniem biżuterii, letnich sukienek i butów...
Wszystko nawet można powiedzieć w okolicach cen polskich, ale nie jestesmy tu na zakupach i budzet nie przewiduje... przynajmniej na razie.
Docieramy, caly czas sie rozgladajac, do hotelu... ooo jak dobrze poleżec i wziac kąpiel po takim dniu...
Wino z marketu za 4,50EUR + CIacha za 1.50EUR smakują jak uczta.
Ogólnie trudno jest tu znalezc "zwykle sklepy", ktore są tanie i pozwalają naprawdę tanio kupic jakies przekąski (pół kilo Crossaintow za 2.50 EUR, piwo 1.50EUR. wino 5EUR). Kupowanie w miejscach dla turystow wiąże się z włączeniem taryfy x2, x3, a w przypadku wody mineralnej czasemm x5. Do tego napiwki, doplaty za siedzenie przed restauracją, doplaty za nakrycie, doplaty za chleb ktorego nie jesz...
Jednym slowem trzeba uwazac... choc zdaje sie, ze sami Włosi sie chyba zorientowali ze przeginaja i da sie zauwazyc ogloszenia po angielsku, że jest to cena finałowa, bez napiwkow, service, cover, i chleb jest inkluded... :P)
I my glosujemy portfelem za takim podejsciem :D
Jutro Watykan, jajecznica z Benedyktem, plus okolica...
zakładam koloratkę, hmmm.. gdzie moja piuska?
BTW zdjęcia zostaną wklejone po powrocie ..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz