Porównajcie dwa rozkłady dnia:
Wstaję z trudem, wszystko mnie boli, do roboty nie chce się iść.
W pracy, walka z wariatami, ciągle coś, ciągłe wymyslanie, nie wiadomo w co włożyć ręce. Do tego upał. Tak przez 8h. Potem wizyta u dentysty.. wow.. atrakcja dnia: leczenie kanałowe. Cyrki ze znieczuleniem. Nie mogę dostać za dużo, bo zemdleję, nie chcę dostac za mało bo oszaleję. Dłubanie przez godzinę w kanałach metalowymi szpikulcami. Zabawa na 102. Powrót do domu autobusem o zapachu lata ;-).
Obskurna winda na 10te piętro jedzie powoli.. powoli... Po minięciu piętra 9, następuje awaria prądu. Ciemno, duszno, metr od domu. Jakis idiota zdrapał (z wielkim zapałem i trudem) numer do pogotowia dźwigowego... Oo.. zauważył mnie sąsiad... niestety ogranicza się do wsparcia słownego i wypalenia 5 papierosów na klatce. Informacje z pogotowia energetycznego zapowiadają jeszcze 1.5h do poworotu napięcia. Świetnie.. w torbie mam chleb i rybę w puszce. Rozpaczliwy telefon do drugiej połówki. Trzeba go oderwać z jakiejś imprezy na drugim krańcu miasta. Na szczeście po 20minutach, przybywa, otwiera winde, uwalnia... świeże powietrze.. UFF.. prysznic uff.. prąd po godzinie wraca...
Coś śmierdzi za oknem... parę pięter niżej, dym się pojawia. Ktoś zapomniał o ziemniakach na kuchence elektrycznej.. Ja pierdolę... uciekać, wychodzić, czekać? Eee nigdzie sie nie ruszam. Straż pożarna pod blokiem szturmuje balkon... uff... koniec akcji... nic tylko napić się... bolący ząb.. ehh.. to mała sprawa.
------
Wstaję i zasuwam do pracy. Wpadam na stanowisko. Wszystkie lampki zielone, więc kawa, muzyka, zmniejszam klimę bo za zimno, przegląd co tam sieci. Luzik - czasem ktoś dzwoni z głupotami, ale to banały.. klepniesz takiemu enter, a on Cię uważa za guru :) Czas szybko leci.. ooo już pora lunchu. Czas coś przekąsić i zagrać w bilard z kolegami... hmm .. a po lunchu.. aaa prawie zapomniałem, zakład zorganizował dziś grilla. Piwo, kurczaki, kiełby i ryby.. cholera.. słońce troszke za mocno grzeje, ale nie można przecież mieć wszystkiego :) Do końca roboty, gadka szmatka przy zimnym kuflu, z kurczakiem w łapie. Co dalej w programie? Aaa.. czas zajrzeć do znajomych, dziś podwieczorek z grami. Jak miło... Keltis, Puerto Rico (jak zwykle świetne), Wysokie Napięcie (dawno mi tak dobrze nie szło, odciąłem przeciwników od całej Austrii i jadę na śmieciarskich elektrowniach za pół ceny). Żona dzwoni.. utknęła w windzie... cóż... szkoda pożegnać kolegów, ale obowiązki wzywają. Zakładam zbroję, wsiadam na rumaka i przybywam z odsieczą. Pokonuję drzwi windy i uwalniam damę w opałach. Ależ plusuję (chyba :D ). Czas na zimne piwko. Oho.. straż pożarna na dzień przed Dniami Morza postanowiła zrobić pokaz akcji w naszym bloku .. nieźle.. darmowe widowisko :D
Kóry rozkład dnia wybieracie? Który jest mój?
Taaa... rachunek prawdopodobieństwa powinien chyba rozdzielać po równo smutki i radości :D Najwyrazniej rozdziela, ale chyba tak na rodzinę. Bo u mnie w kartach same Asy, na kostkach szóstki.. a u Ani wręcz przeciwnie :)
I tak już to trwa ładnych parę... odpukać
Jestem szczęśliwy a jednocześnie zaniepokojony, kiedy się karta odwróci :D no i troszkę szkoda mi Ani... ;)
(przeczytam sobie te wypociny, kiedyś, gdy karta mi się odwróci :D )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

miazgaaaaaaaaa!!!!
OdpowiedzUsuń