środa, 26 sierpnia 2009

Zwei tage in Festung Breslau

Wszystko co dobre w końcu się kończy i to zawsze zbyt szybko...

Czas zmykać od Wojtka i uwolnić go od naszej wspaniałej obecności.
Wizyta po drodze we Wrocławiu.
Dwa noclegi w 4funhostel... powrót do czasów studenckich.
Twarde łózka, szafki z poprzedniej epoki, łazienka na korytarzu...
Akademik dla zabawy nazwany hostelem - ale przynajmniej za 35PLN od łebka - można przetrzymać :)
Zresztą wychodziliśmy rano, a wracaliśmy o 23:00 padając z nóg, więc nie było się co rozczulac nad warunkami.
Pod nosem McDonnalds z tostami i kawą na śniadanie...
Czego chcieć więcej? :D

Nie ma co się rozpisywać o pięknie Wrocławia, każdy turysta zresztą będzie pisał przez pryzmat rynku, zabytków i kosciołów na Ostrowiu.
Jest fajnie, bo dużo knajpek czynnych do późnego wieczora, wystepy na żywo, jacyś grajkowie, jakieś połykanie ognia... Wszystko w zajebistej oprawie kamieniczek i kosciołów i katedr - marzenie miejskiego turysty.

ZOO - jeden z celów naszej pielgrzymki, wypadło trochę słabiej niż oczekiwaliśmy, głównie za sprawą poprzedniej wizyty w Czeskim Safari. Czuć takim starym ZOO z krainy PRL'u. Wybiegi jak za stodołą u babci... chwasty i pokrzywy. Surykatki jakieś takie smutne na zapleczu szarego budynku, też w scenerii szaro-buro-zagraconej. Ale widać stopniową przebudowę i nowe wybiegi są już całkiem całkiem... tygrys ma się na przykład nieźle...

Subtelna różnica... na górze Dvur Kralove, na dole Wrocław.


Udało się spotkac, z dawno nie widzianymi przyjaciółmi, pogwarzyć o ciężkim życiu biznesmena z Richiem i zagrać (a jakże!) w Steel Drivera z Maxem i Asią (w słynnym Spiżu popijając świetne świeże piwo o zapachu trącającym o skarpety i kawę zbożową :))

Finał wizyty we Wrocku to 3h odmaczania się w Aquaparku... rewelka ogólnie.
i ziuuu do domu...
home sweet home.

Koniec jednego z najlepszych urlopów ostatnich lat.

Podsumowując...
Cała radocha tego wyjazdu, to owszem.. góry, budynki i inne scenografie, ale było tak fajnie dzięki ludziom (konkretnie tu chodzi najbardziej o Wojtasa i Jolę, którym mozna było się zwalić na głowę na 5 dni), poznanym dzięki niewinnemu hobby i takiej tam sieci komputerów... internat czy jakoś tak.. :)
Pozostaje palące zapytanie jak się po czymś takim zrewanzować.. czas chyba wygnać bydło do lasu, zakopać kosztowności i kupić większe mieszkanie :) ...

1 komentarz:

  1. to raczej wykopać kosztowności w celu zakupu większego mieszkania :DDD

    OdpowiedzUsuń