niedziela, 9 sierpnia 2009

Falstart...

...czyli wyruszyłem i już jestem z powrotem po 2 godzinach.
Wstalismy o 6 rano, załadowaliśmy do wozu..
O 7:10 ruszyliśmy spod domu...
O 7:15 po przejechaniu 6 kilometrów, usłyszeliśmy dziwny dźwięk i po chwili zapaliły się lampki...
Pasek od alternatora i miliona innych tajemniczych rzeczy w silniku poszedł w strzępy...
Po 100 telefonach okazało się, że w niedzielę to mogę być co najwyżej sholowany za jedyne 300PLN (w obrębie miasta :) ). Dziękuje...
Wciąż rozważam i nie wiem czy to opatrzność czuwa nad moją głową, czy zły urok...
Szczęście, że zatrzymałem się 300m od warsztatu i na jutro rano jestem umówiony...
strach pomyśleć gdyby działo się to godzinę później w jakimś Zadupkowie.
Więc chyba jednak dobry znak...
Ale w planach urlopowych obsuwa o co najmniej 24h.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz