Yeah.. wczoraj w nocy wróciliśmy.
Ciężko cofać się w czasie i opisywać dni które przeleciały z prędkością F-22.
Ale choćby w skrócie.. abym mógł w zimowy nudny wieczór przeczytać, jak fajnie było w najlepszym tygodniu wakacji...
W zasadzie nie polecam czytania, jak już wspominałem kiedyś naturalną reakcją człowieka na czyjeś opowieści urlopowe jest niechęć, odrobina zazdrości i ogólnie szukanie dziury w całym :)
Moja ulubiona książka "Psychologia społeczna" E.Aronsona wręcz zaleca opowiadanie o tym jak było fatalnie, ile razy spotkał nas pech, głód, pożoga, ból brzucha i wysypka.
nevermind...
Po fatalnym starcie, gdy zakład naprawczy "eRCcars" (na Gdańskiej - tak to przestroga i antyreklama - tylko tak się mogę zemścić)usiłował złamać nas psychicznie i pobić rekord Guinessa na najdłuższy czas wymiany paska alternatora. A następnie zrujnować nas majątkowo... nie pytajcie ile kosztuje banalna naprawa w najbardziej popularnym na rynku silniku diesla Golfa III.
Za to jak tylko wystartowaliśmy...
Los jakby chciał naprawić "średnią szczęścia" ...
Pod względem radochy zaczęły wypadać same "szóstki"
Schemat był prosty - pierwszą połowę dnia zwiedzamy okolicę - drugą połowę: gramy.
Szybki harmonogram z zapisków na pudełku od zapałek:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

ja tam chętnie posłucham o nieszczęściach i wysypkach :DDDD
OdpowiedzUsuń