Po włoskim tygodniu trzeba się jakoś otrząsnąć.
Znaleźć tematy do pisania, zacząć dostrzegać uciechy dnia codziennego.
Tydzień w robocie minął szybciorem, weekend jeszcze szybciej.
- Czwartek-udało się zrobić imprezę przy piwku i na ogródku.
Pozdrowienia Ewelina i Marcin - ciekawe czy pamiętacie coś z zasad Tichu? :D
mam nadzieje jeszcze kiedyś w coś zagracie :D
(nigdy więcej upijania piwem! kac potem niemiły)
Mieszkanie z ogródkiem to jest to ... można wtedy mieć nawet dwa koty :)
- Piątek wyprawa na Łobez i Dni Lobza .... Mozna powiedziec ze duzy sukces organizatorow, ludzi na koncert Janowskiego (to ten od "jaka to melodia") przyszlo chyba wiecej niz na Szczecin Rock Festival, piwo bylo na plycie, (choc szkoda ze tylko 2 stoiska) Pod ręką ukraińskie wesołe miasteczko, o 50m supermarket Tesco z którego co mniej zamożni importowali napoje wyskokowe... normalnie wszystko git.
Co prawda niektórych rozczarowało, że supergwiazda nie dotarła (podobno wypadek?) i zagrał tylko jego zespół parenaście skocznych coverów. Ja jakoś nie narzekałem. nie znam nawet żadnej oryginalnej piosenki janowskiego, kto wie czy posiada jakoweś?
Z drugiej strony jakoś się dziwnie czułem, chyba muszę kupić bilet, żeby się dobrze bawić :D
Nevermind... do koncertów dołozył się chyba urząd miasta, ale mogę powiedzieć, że pozostałe 2 dni zorganizował mój szwagier - Juras. Od koszenia trawy pod zawody sportowe, poprzez organizacje parady motocykli, werbunek kandydatek na miss ziemi łobeskiej, wymyslenie 100 konkurencji sportowych, zdobycie sponsorów, pucharów i nagród, oprawienie ze skóry dzików (dobrze że nie musiał za nimi jeszcze ganiać po lesie), zdobycie od księdza nagłośnienia i synchronizacja 1001 innych drobiazgów.
Strach pomyśleć jakby znalazło się dwóch takich Jurków - mielibyśmy normalnie Las Vegas, Madonnę, pokazy lotnicze i sztuczne ognie... good job.
Za rok proponuję Dzień Jurasa!
- SObota- wyprawa na Kołobrzeg.. oj chyba trzeba definitywnie skreślić to miasto z listy celów. Ludzi napchane niemożliwie, wjazd do centrum zabrał nam 45min. Woda zimna jak... najzimniejsza w Polsce (ale jednego nurka wytrzymałem :D ). Pozostało przepychanie sie przez promenadę, piwko, kawa i loża szyderców... W sumie nieźle, ale mogło być lepiej.. no i pogoda nie chciała współpracować.
Yeah.. kochany pamiętniku... w tym tygodniu mam nadzieję troszkę pograć w końcu (w tym miesiącu 3 zagrane gry, a w Czerwcu... 48 - zdecydownie w 10 dni nie nadrobię) i może pomyśleć o budowie jakiegoś przedmiotu latającego - w szufladzie wala się trochę części, może jakiś samolocik się uda stworzyć.
Ale najpierw muszę posprzątać biurko!
"Jak tylko odkurzę mieszkanie, zdobędę mury Libanu"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

szukając informacji o konkursie w którym wziełam udział natrafiłam na twojego bloga, niestety nie zauwazyłam aby w organizacji i werbunku brał udział jakikolwiek juras
OdpowiedzUsuńwięc zanim zaczniesz wychwalać i opisywac nieziemskie wyczyny jurasa to dowiedz sie co naprawde zrobił
Spokojnie, Juras na pewno był, jesli nie osobiście, to pociągał za sznurki :) To on o północy załatwiał kabriolety ;)
OdpowiedzUsuń