poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Rzym - wciąż dzień pierwszy...

Live is not enough - życia podobno nie starczy żeby poznać Rzym...
Ja postanowiłem w 7 godzin...
Połączyłem trase dwóch 1-dniowych wycieczek z przewodnika.. i ruszyłem...

Zdjęć na razie nie będzie... włoski wojskowy internet działa gorzej niz polski... czuję się znowu jak w roku 1997... predkość 3kb/sek
Wystarczy tylko na GG i bloga.

..ad rem... ruszyłem na Collosseum... i tak wogóle... forum romanum, pomnik niepodleglosci, panthenon, fontanna di Trevi, schody hiszpanskie... a po drodze, miliony kosciołów, pomników, kamieniczek, rzymskich pomników, kup gruzu historycznych, kawałków kolumn, kawałków kradzionego egiptu, obelisków, pamiatek, murzynów, arabów, chinczyków i wszechobecnych ruskich....

Kalejdoskop normalnie... te WIELKIE i ZNANE zabytki robią wrażenie... szczególnie starożytny Rzym mnie kręci, więc Łuki tryumfalne kogoś tam, rzeźby znanych dowódców, kawałki kolumn z świątani czyjejśtam, robią wrażenie...
Starożytność jest cool... collosseum jest cool.. troche przereklamowane.. ale naprawde wielkie... jakbym obejrzał jakieś wypruwanie flaków, pewnie byłoby lepsze...
a tak tłum zwiedzających, rzesze, ocean, rzeka, miliony chińczyków, japończyków, arabów, mlodych angoli, hindusów sprzedajacych parasole i pamiątki psuje odbiór...
no ale sam jestem częścią tej szopki więc nie mogę narzekać.

Wszystko jest ciekawe i fajne.. mi osobiście najbardziej podoba się jednak średniowieczny nastrój wąskich uliczek i kamienic w pastelowych kolorach i z kwiatami w balkonach... Villa Medici, Princess of Florence, Palazzo i inne gry ;)
kafejki, stoliki na ulicy, brukowane uliczki, caffe, pizza... miasto zakochanych...

No własnie.. zwiedzać Rzym samotnie, to jak grać w jednoosobowego ping-ponga.
że tak zacytuję... "...do dupy raczej"... jak czekać na odgłos klaśnięcia jedną ręką... wchłonąłem tą megaporcję zabytków i nastrojów.
Rzygam pomnikami świętych i kosciołami, jeszcze jeden obelisk i dostanę mdłości...
Fajnie.. doceniam... nie zaprzeczam... jest to przeżycie.. ale to jak inne rzeczy robione samotnie.. fajne.. ale we dwoje - lepiej.... ;)

Więc nie ma czego zazdrościć :).. w dodatku zaczął padać deszcz... a potem zrobiła się ulewa, utknąłem w muzeum, aby przetrwać potop...
Okradli mnie, zamknęła policja, zabrakło pieniędzy... ok przesadzam :)

Skończyłem w dworcowym barze.. pijąc trzecie cappucino, czytając książkę, czekając kiedy pojawi się w końcu moj cholerny pociąg do Latiny.
Nie widziałem Watykanu, Tybru, Zatybrza i miliona innych rzeczy...
Zostawiam to sobie na późniiej...

Mimo okrojenia programu, po 6 godzinach spaceru nogi weszły mi w dupę po same kostki.
Bałem się, że nie starczy mi czasu... starczyło... tylko kondycji zabrakło :)
Rzym - wieczne miasto - poczeka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz