poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Rzym - day one

Tak.. cudze wycieczki, kogo to moze intersowac?
Nie jest prosto chyba cos opowiedziec z wlasnych przezyc, żeby kogoś to interesowało.
Naturalną reakcją człowieka jest odrobina zazdrości - nieprawdaż?
ten to ma dobrze... Rzym.. i to za darmo...
Nevermind, postaram się być zwięzły i zabawny.. postaram się... :)

Człowiek jest wieśniakiem, od urodzenia... nie wie z reguły jak sie zachować w nieznanym srodowisku, ratuje nas wtedy tylko zmysł obserwacji, przygotowanie i odrobina szczęścia... do tej pory leciałem tylko Antkiem-kukuryźnikiem, więc na najmniejszym airporcie Berlina czułem się jak dziecko we mgle. Ale spokojnie, czytając, podglądając i udając zamyślonego przetrwałem odprawy bagażu, potwierdzenia biletu internetowego, kontrole celne, kilometry korytarzy, poczekalnie i automaty do kawy... jestem już światowcem. Umiem latać! ... no prawie.

Airbus A320(?) to w rzeczywistosci mała maszynka... w środku jest napchane miejsc zgodnie z zasadą zysku... im wiecej tym lepiej. Mniej miejsca niz w przeciętnym autobusie. Przez glowe ciągle przechodziły mi wizje katastrof lotniczych - a tych widziałem na Discovery niemało... i w pamięci ciągle miałem opowieść Kydryńskiego, gdy podczas jednej z afykańskich podróży miał awaryjne lądowanie i sąsiadowi obcięło głowę :))
Zgodnie z zaleceniem trzeba trzymać łeb nisko, między kolanami... ale tu nie ma miejsca na pochylenie się.. mogę co najwyżej połozyć głowę na rozkładanym stoliku - niby jakaś ofiara bogom wiatru i awaryjnych lądowań.

Nieważne - czarny humor podstawą przetrwania, skrzydła wyginały sie podejrzanie mocno, słońce świeciło jak głupie, szyba była niemozliwie brudna, przyspieszenie na starcie było najlepsze... poza tym wiecej atrakcji jest w tramwaju 11.

Lądowanie miękkie- Roma Campini - maly tani dworzec dla Easy Jetów i innych Ryanów.
Shuttle bus do centrum i o 11 jestem w sercu wiecznego miasta.
Wynalazłem w necie przechowalnie bagażu o '100m' od dworca za 2 euro z darmowym kwadransem internetu... wrzeczywistosci metrów było z 300-400, 3euro i za net trzeba było dopłacić... lokal był kawiarenką internetową, pralnią samoobsługową i przechowalnią... wszystko na przestrzeni 25m kw. przywital mnie chinczyk co nie umial po angielsku, potem za to koknwersowałem z wygadanym murzynem o aparycji alfonsa, dostalem kwitek z szarego papieru z odrecznym napisem SLABY 01... Wskoczylem na 15 min w siec za 50c i bylem ready na podboj Rzymu... (tak polecam przechowalnie.. bagaze bezpiecznie leza, w jakiejs komorce na zapleczu, wierze ze murzyn dobrze sie opiekuje)
Uwolniony od brzemienia walizeczki na kolkach (i tak byłem w top5 najmniejszych walizek Rzymu) ruszyłem mniej wiecej w kierunku Collosseum.... cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz