wtorek, 19 stycznia 2010

Radio Erewań podaje...

Tak, gdy dostalem propozycje wycieczki do Armenii... na chwilę osłupiałem.
Nieśmiało zapytałem "jakiej Armenii.. gdzieś w Polsce?" ... niee.. do TEJ Armenii, koło Gruzji, Turcji i Iranu...
Nie powiem .. zastanawiałem się dłuższą chwilę, ale w końcu raz się żyje i jak jest okazja, to Carpe Diem... łapać sroki za ogon.

Bilet już załatwiony, kasa się szykuje więc wszystko zapięte...
Nie wiadomo jeszcze czego oczekiwać...


czy



Droga zanosi się ostro... Berlin - Moskwa - Yerevan .. ponad 14godzin lotu.
W tym połowa AEROFLOTEM :)
Ale czego nie robi sie dla dreszczyku :)

5 komentarzy:

  1. Armenię znam tylko z podróży Makłowicza ;), Ararat, korzenie chrześcijaństwa, pogromy tureckie itd. Aleeeeeee ...podobno przednie koniaki tam wyrabiają!!! Ehhhh ...chciałoby się popróbować. .............ale koledze zazdroszczę.

    no i SOAD

    OdpowiedzUsuń
  2. Wlasnie.. wymieniles (-as) wszystko to, co chodzilo mi po glowie, a o czym nagle zapomnialem napisac... Gora Ararat, gdzie Noe kraszlandował i wyładował swoją menażerię i podobno wymyślił uprawę winorośli, koniaczki... no i SOAD właśnie...

    Ale mam teraz ćwieka, kto to anonimowy komentator :D

    Jakaś wskazówka? Please! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chorobcia, zmoderuj to "z poza" ...bo wstyd mi strasznie :( Please!

    OdpowiedzUsuń
  5. OK.. wprawdzie nie moge edytowac cudzych komentarzy, ale moge je kasowac :)
    Już nikt się nie dowie, że napisałeś "z poza" :)

    A i tak tylko ja wiem o kogo chodzi :D pozdro! i wciąż mam nadzieje kolejną na wspólną imprezę :D

    OdpowiedzUsuń