Nieśmiało zapytałem "jakiej Armenii.. gdzieś w Polsce?" ... niee.. do TEJ Armenii, koło Gruzji, Turcji i Iranu...
Nie powiem .. zastanawiałem się dłuższą chwilę, ale w końcu raz się żyje i jak jest okazja, to Carpe Diem... łapać sroki za ogon.
Bilet już załatwiony, kasa się szykuje więc wszystko zapięte...
Nie wiadomo jeszcze czego oczekiwać...

czy

Droga zanosi się ostro... Berlin - Moskwa - Yerevan .. ponad 14godzin lotu.
W tym połowa AEROFLOTEM :)
Ale czego nie robi sie dla dreszczyku :)

Armenię znam tylko z podróży Makłowicza ;), Ararat, korzenie chrześcijaństwa, pogromy tureckie itd. Aleeeeeee ...podobno przednie koniaki tam wyrabiają!!! Ehhhh ...chciałoby się popróbować. .............ale koledze zazdroszczę.
OdpowiedzUsuńno i SOAD
Wlasnie.. wymieniles (-as) wszystko to, co chodzilo mi po glowie, a o czym nagle zapomnialem napisac... Gora Ararat, gdzie Noe kraszlandował i wyładował swoją menażerię i podobno wymyślił uprawę winorośli, koniaczki... no i SOAD właśnie...
OdpowiedzUsuńAle mam teraz ćwieka, kto to anonimowy komentator :D
Jakaś wskazówka? Please! ;)
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńChorobcia, zmoderuj to "z poza" ...bo wstyd mi strasznie :( Please!
OdpowiedzUsuńOK.. wprawdzie nie moge edytowac cudzych komentarzy, ale moge je kasowac :)
OdpowiedzUsuńJuż nikt się nie dowie, że napisałeś "z poza" :)
A i tak tylko ja wiem o kogo chodzi :D pozdro! i wciąż mam nadzieje kolejną na wspólną imprezę :D