czwartek, 28 stycznia 2010

Problem chika

That means.. tfu.. to znaczy, po ormiańsku "nie ma problemu!".
Wtorek czyli... wprawdzie jest czwartek i wróciłem własnie zrypany z obchodu dzielnicy, ale napiszę o tym w niedzielę prawdopodobnie :D

Więc chronologicznie - wtorek:
Gospodarze postanowili pokazać 300 żołnierzom, fabrykę wina i koniaku...
hehe.. jakoś nie wierzyłem że będzie to mialo jakiś sens, i nie skończy się jakimś rozpiździajem, ale...
Po robocie, wieczorem, wywieźli nas pod eskortą policji do owej fabryki... a tam wielka sala, wielkie stoły... wypełnione po brzegi kieliszkami.
Czym prędzej wszyscy rzucili się do testowania.
99 letnie wino i 65 letnie... taaa pychota.. mooge już snobować w towarzystwie, mówiąc że 10letni koniak troszke czuć beczkowym drewnem, natomiast ten 25-letni to istny aksamit. Próbowałem bardzo dokładnie i wielokrotnie, aby móc opisać ten ciężki, pełny, wręcz gesty smak 100 letniego wina, albo moc ćwierćwiecznego koniaku.
Tak, poświęcenie, ale czego się nie robi dla bloga.

Żołnierze dali radę, osuszyli stoły, starałem się nie wypaść blado i myślę że byłem w czołówce kiperów :)
Nie muszę dodawać, że koniaki omawiała, prezentowała i objaśniała armia uroczych klonów tutejszego modelu dziewczyny. Nie było żadnego przedstawiciela męskiego tej fabryki! Znają się na marketingu :D
Bardzo miły kulturalny wieczór - byłby...
Gdyby nie chęć spróbowania jeszcze w pobliskim barze ('Lounge Pubie')czy aby gin z tonikiem nie jest równie dobry jak koniak... myślę że jednak gin wygrywa...
tak czy inaczej..
Następny poranek był hmmm.. dosyć suchy :) 60% ludzi spóźniło się i wyglądali jak przeżuta guma o zapachu alkoholu.

Tak więc wtorek pod znakiem procentów - nie ma lekko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz