czwartek, 28 stycznia 2010

Barev!

Po tutejszemu to Hejka...
Poniedziałek.. po wyspaniu sie czas ruszyć na miacho, zobaczyć czym pachnie Yerevan.
Po dobrych paru-parunastu kilometrach i godzinach można powiedzieć, że 'szału nie ma'.
Mocno czuć dawną rosją, wielki plac, wielkie marmurowe gmachy, a za nimi rozwalające sie niskie kamienice i dosyć straszliwe bloki mieszkalne, które trzymają się tylko na tapetach chyba.
Z ciekawszych rzeczy to dosyc egzotyczny Meczet... ukryty cholera wewnatrz kwadratu kamienic, i jakis tam kosciół na wzgórzu.. choć z bliska widać, ze nie jest historyczny tylko zdaje się współcześnie zrobiony.
Mam wrażenie ze główną atrakcją Armenii są uznawane koscioły, klasztory i ruiny zamków... niestety wszystkie one są w pięknych, malowniczych zadupiach, gdzie nie idzie dotrzeć, bez 3 dniowej wycieczki osłami.
Więc zdjęcia są zajebiste w katalogach turystycznych, natomiast dotrzec tam nie sposób.
Ogólnie dosyć biednie to wygląda...
Jedynym bogactwem naturalnym Armenii wydają się być dziewczyny... Po prostu dech zapiera i głowa obraca się wokoło. Nie ma na ulicach starych brzydkich bab.

Wszędzie gdzie nie spojrzeć: niewysokie, długowłose, szczupłe, brunetki o pięknych arabskich oczach. Wszystkie wyglądają tak samo. Ubierają się tak samo. Czarne (czasem czerwone) kozaki na szpilce, obcisłe jeansy i czarna kurtka... Nie idzie ich odróżnić.

informacja dla facetów, naa zdjęciu poniżej jest równiez kościół


Jeden model w całym kraju... ale za to jaki zajebisty :D
takie miałem wyobrażenie o włoszkach, zanim się nie przekonałem że to grube niskie zjadczki makaronu. Armenia zdecydowanie wyprzedza resztę europy.
Pogadać za bardzo nie da rady.. angielski dosyc rzadko.. ale jesli ktos przypomni sobie troche rosyjskiego... :)
OK.. pewnie dostane zjebki za powyższy akapit... ale jak reporter to reporter :D piszę co widzę :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz