Reisefieber [wym. rajzefi:ber] zdenerwowanie, podniecenie przed podróżą.
Na całego... torba napchana koszulami i krawatami.
Wszsytkie sprzety ładują baterie i dane.
Notebook do pisania bloga, grania w RTFG w chwilach nudy i oglądania pornoli.. tfu.. Simpsonów.
Palm do czytania ksiązek.
Mp3 do słuchania.
Aparat foto... do wiadomo czego.
Komórka... nie wiem jak z roamingiem w Erewaniu.
Wioze ze sobą tyle mikrochipów, miliony tranzystorów wszystko ku rozrywce...
W sumie idiotyczne... sama podróż ma być rozrywką przecież.
Ale jak pomyślę że 5h do Moskwy, 5h na lotnisku i 5h do Erewania... to sami rozumiecie.
W kuchni ładuje się dodatkowo akumulator... pieprzona zima wykańcza mój samochód.
Każde odpalenie rano to dreszczyk emocji... centralny zamek nie wpuszcza już pasażera, z trudem udaje mi sie wejsc do środka.. do tego to skrobanie .. brrr.
Dzis popołudnie spędziłem na kombinowaniu prostownika (dzięki TOmek!), demontażu i ogólnie walce. Wciąż nie wiem czym jutro dojade na miejsce zbiórki. Trzymajcie kciuki.
Ania z nerwów zaczęła myć okna i wymieniać firanki o 21:00. Wprawdzie obiecała to zrobić jutro, gdy mnie nie będzie, ale nie mogła się oprzeć. Wie, że lubię bałagan, krzątaninę i zapach chemikaliów. :)
OK.. mam nadzieje następny wpis w Erewaniu :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz