Ja wróciłem, natomiast Ania ruszyła na swój poligon.
Sanatorium w Zachodniopomorskim Las Vegas.. czyli w ... Choszcznie :)
Kara przewiduje 3 tygodnie odsiadki, z niezwykle trudnymi do zdobycia przepustkami na warunkowe zwolnienia.
Z tego co słysze, stan sie raczej pogarsza niż poprawia, no ale wstrzymajmy się z ocenami do końca wyroku.
Ja sprawuję rządy w domu. Połączenie monarchii absolutnej z lekką anarchią i szczyptą demokracji. Umiem (z notatek) odpalić pralkę.
Wiem jak odgrzać gulasz. Jeszcze nie prasowałem.
O dziwo odpowiedzialność sprawia, że człowiek ma chęć zaraz po pracy uderzyć do domu. Sprawdzić jak tam lekcje Oli, zrobić zakupy, coś posprzątać, pójść na wywiadówkę. Ogólnie pańskim okiem konia tuczyć :)))))) ok ok :)
Takie babciowanie nawet sprawia dziwną radość i poczucie dobrze spełnionego obowiązku :). Jednakowoż... jednakowoż, odkryłem ten podstęp psychiczny i dzielnie sie temu przeciwstawiam. Nie rezygnuję z gry z kolegami. Na wywiadówce stwierdzam że nie jestem zainteresowany uczestnictwem w trójce klasowej, zbieraniem kasy na prezenty dla nauczycieli, ani decydowaniem jaki ubezpieczyciel jest najwłaściwszy. W sprawach codziennych ufam córce (czasem jest bardziej odpowiedzialna niż ja). (ale też.. "ufać, ufać i jeszcze raz kontrolować").
Jemy odgrzewany gulasz 2 dni. Robię frytki z jajkiem sadzonym. Dziś zamawiam pizzę. Uznajemy czerstwy chleb :)
Dajemy radę :)
Choć w niedzielę wizytacja... szefowa na przepustce :)
Więc jutro trawa na zielono, sprzątanie rejonów, odkurzanie kota, ukrywanie pleśni z patelni... damy radę :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz