poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Warszawa


Nie ma jak słuzbowe wyprawy, zapowiedziane w ostatniej chwili. Zrobiłem 1300km znienacka. Dobrze, że samochód służbowy ma niezły sprzęt stereo i zwracają kasę za opłaty na autostradzie. Przynajmniej mogłem spokojnie wysłuchać 12 płyt.
Na miejscu padłałem z nóg .. więc zrobiłem 4 zdjęcia i zasnąłem w hotelu.

Wyjazd z Warszawy o 16:00 w piątek to niezbyt zabawna sprawa...
Żałuję, że nie poszedłem pod ostatnio słynny krzyż :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz