wtorek, 21 czerwca 2011

Wpomnienie Iron Maiden

tak sie rozpisałem o Orange'u a w sumie nie było czasu poznęcać się nad Iron Maiden na Sonisphere2011.
A było w sumie lepiej.
Wycieczka samotna, nie znalazł sie nikt równie porypany, aby się wybrać na lotnisko posłuchać jazgotu i hałasu, głównie wykonywanego przez starych ramoli.

Ja słuchałem Ironów i Motorhead jeszcze w liceum... Zespół powstał w 1975...
Jak na 35letni band, to pozazdroscic energii.

Dotarcie na lotnisko- spoko. Przed bramkami ludzie z karteczkami "kupie bilety" - ale to chyba jakaś ściema - ludzi było mniej niz organizator przypuszczal. Do ostatniej chwili mozna bylo w necie kupic bilet. Moze liczyli na taniochę jakąś?

Przy wejściu nawet nie sprawdzali zbyt dokładnie.
Scena wyglądała niezbyt imponująco... ale gdy sie okazało że trzeba do niej iść ponad "dwie piosenki"... robiła sie wieksza i wieksza.


Wlazłem pod koniec wystepu Volbeat - jak zwykle skocznie i z kopem. Aż żałowałem, że się trochę nie pośpieszyłem, zeby zobaczyć cały wystep.


Potem Mastodon - to jest kurde dziwadło. Zbiera same zajebiste recenzje. Płyty są chwalone, jaki to nie piękny i skomplikowany, nowoczesny trash..
Dla mnie niestety jest to jeden chaos i jazgot.
Worek kamieni w toczącej się z górki beczce.
Nie idzie zapamietac ani jednego rifu, ani jednego refrenu.
Chciałem ich polubić za klimatyczne tytuły, brody i okładki. Dałem szansę kilkukrotnie. Więcej nie tknę nawet kijem.
Nie wyszło - brak chemii. Chyba jestem za stary


No więc pojazgotali godzinę.

Potem Motorhead - "We are MOtorhead, and we play rock'n roll"
i jazda. Od najnowszych "Born to lose" do "ace of spades".
Nie ma szans, zeby nie tupac i kiwac głową.
Było jeszcze zbyt jasno na ekstaze i odlot, podobało mi się.
Lemmy jest charakterystyczny i daje czadu.


Potem na małej scenie małe dobre zaskoczenie - polski Corruption.
W koncu ktos gra trochę stonerowo w polsce.
Zapachaniało trawą i Kyussem. Choć większosc to zwykłe rockowe łojenie.
Gdy na scenie pojawiły się dziewczyny skąpo ubrane, wijące się i z różkami na głowie - zyskali dodatkowe +2 do prezencji. Good. trzeba posluchac płyty.


.. A potem - punktualnie - wielka gwiazda.
"SCREAM TO ME POLAND!!!!"
i wszystko jasne.
Ten kto wie i ma ciary to ma, reszta nie pojmie.


ponad 2 godziny przekrojowego materiału. Najwieksze przeboje + now płyta.
Kazdy utwór na innym tle. Dickinson przebiegł pewnie z 10km.




Ganiał jak opętany bez zadyszki... Harissy i reszta machała głowami, strzelała z gitar, grała solówki... wszystko ABSOLUTNIE PERFEKCYJNIE.
Dźwięk był świetny, oprawa graficzna odjechana.
Na 2 godziny odlot z tego świata.

Powrót do hostelu , troszkę na azymut, długa droga do metra - potem szybko. W godzine byłem w moim szalonym pokoiku :) Hostelowym

Hostel Witt znajduje się w samym sercu Warszawy w dzielnicy Śródmieście przy ul. Emilii Plater 9/11, na pierwszym piętrze pięknie odrestaurowanej XIX wiecznej kamienicy, w wielce imponującym dawnym mieszkaniu budowniczego i gisera Adolfa Witta.

Budynek mieszkalny, podwórze wraz z zabytkową fabryczką Witta stanowią wyjątkowy element kultury i historii starej Warszawy. Urok tego niezwykłego miejsca doceniają także filmowcy i literaci.

W kamienicy Witta kręconych było ponad 50 produkcji krajowych i zagranicznych, z "Pianistą" Romana Polańskiego na czele.

Co ciekawe przywitała i zabookowała mnie Hinduska nie mówiąca po polsku...
Dobrze znać barbarzynskie języki - nawet w Wawie.
Przez małe okno toalety (jedynej na 5 pokoi) Jezus naturalnej wielkości patrzył na mnie z odrapanego, kamienicznego podwórka. Okolica była naprawdę jak z filmu.. faktycznie "Pianista" lub "Dom".. albo jakaś inna wojna.


Nevertheless.. spało się dobrze.
Rano zbiórka do Donalda na śniadanie i ziuuu 6h z powrotem do domu.

Koncert zaliczam do jednych z najlepszych jakie widziałem w życiu.
Jeśli nie najlepszy...
Od tej pory jak słucham Iron - jest inaczej. Zapamietam to do końca zycia (choc to oczywiscie zależy od jego długości :D ). Są zarzuty, że jest to show ograny i schematyczny - ale mi to pasuje - dostałem to czego oczekiwałem. Ilośc i jakość - pierwsza liga. Znudze się myślę, gdybym zobaczył go po raz .. powiedzmy piąty.
Więc na razie spokojna głowa.
"Up the Irons"


Na koniec soczysty cytat od Episkopatu :
Nie zasiadajmy do uczty z szatanem
Twórczość zespołu Iron Maiden z całą pewnością nie jest więc godna polecenia żadnemu z chrześcijan. Tradycyjna moralistyka katolicka zawsze przestrzegała przed udziałem w złych widowiskach, widząc w tym wielkie niebezpieczeństwo popadnięcia w grzech. I nic w tym dziwnego, skoro Biblia uczy nas, iż "Bać się Pana - znaczy nienawidzić zła" (Prz 8, 13), a także wzywa by "brzydzić się złem" (Rzym 12, 9). W końcu nie na darmo jednym z fundamentalnych przyrzeczeń naszego Chrztu i Bierzmowania jest wyrzeknięcie się szatana, grzechu oraz wszystkich dróg, które ku nim prowadzą. Czy jednak można na poważnie traktować wszystkie te zasady, przywdziewając T-shirty z podobizną demona, wywieszając na ścianach swego pokoju podobny plakat oraz "umilając" sobie czas przez słuchanie przebojów zapowiadających tryumf księcia ciemności oraz namawiających do poddania się jego władzy i mocy? Czy w ten nie stajemy się "uczestnikami czartowskiego stołu", którzy "piją z kielicha demonów" (1 Kor 10, 20 - 21)?


Całość wykładu to naprawde CZAD

SPIS Akapitów:

Narzędzie tortur jako imię
Kim jest Eddie?
Eddie morderca
Eddie duch i bożek
Eddie demon
Herezje Iron Maiden
Iron Maiden a Biblia
Harry Potter a Iron Maiden
Nie zasiadajmy do uczty z szatanem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz