No i ciach, dugi weeekend, Boże Ciało, Zjazd Liceum.
Wszystko na gazie :)
Zjazd jak zwykle - udany.
Trudno napisać coś odkrywczego, dziwny sentyment odczuwa się widząc te same gęby, sprzed ponad 20lat, stara rzewna śpiewka.
Z okresu studiów, zjazd rocznika u mnie byłby nie do pomyślenia. (Wiadomo polibuda, elektronicy, zero kobiet :)) )
Tutaj niestety byliśmy najmłodszym rocznikiem, więc trudno było o młodsze dziewcz... errm klasy. Trochę zjazd geriartyków. Ale spoko. We własnym gronie było doskonale. Ludzi było mniej niż rok temu - tylko ok 11. Ale dziewczyny trzymają się dobrze, wstydu nie ma.
Część oficjalna, nieśmiertelny obiad w szkolnej stołówce, no i wieczorem bal do 5 rano.
Jak zwykle potwierdziło się, że charaktery i zachowania się nie zmieniają ;)
Same old story.
Drugi dzień - w Kopytkowie był potrzebny jak kufel zimnego piwa skacowanemu człowiekowi... albo cztery... może nawet i pięć.
Dzien się skończył o 19:00 nad Regą - niedziela - trzeba myśleć o poniedziałku nazajutrz.
Organizatorzy zjazdu stanęli na wysokości, choć Łobez okazał się dziurą gdzie tylko jedna Pizzeria oferowała możliwość wypicia kawy lub piwa w wolnej chwili.
Z reakcji mailowych widać, że wszyscy zadowoleni jak cholera i napaleni na nastepne spotkanie.
Nie można za często, ale to niezła impreza była.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz