
Ok, już siedzę wygodnie w robocie, zerkając jak weekend powoli podchodzi pod okna.
Ostatni dzień w Luxemburgu strawiłem na kulturalne szwędanie się po muzeach.
Jakby ktoś tam kiedyś za karę trafił: polecam kupienie Luxemburg Card za jedyne 10EUR mamy na jeden dzien darmowy transport po całym kraju busami i pociągami, oraz wstęp do kilkudziesięciu miejsc. Więc przy średniej cenie 5EUR za bilet do muzeum, zwraca się błyskawicznie.
Dla potomnych: odwiedziłem Muzeum historii Luxemburga, Muzeum historii i sztuki, oraz wystawę sztuki nowoczesnej.
Muzeum historii Luxemburga chyba najciekawsze, zrobione nowocześnie i z rozmachem. DObrze było wcześniej poszwędać się po mieście, a potem zobaczyć historię tego co się widziało. Do tego spora ekspozycja "Morderstwa, śmierć i zabijanie" poruszająca ten temat na różne sposoby... mocna rzecz.
Muzeum sztuki - tez niezłe, parę pięter eksponatów od prehistorii do sztuki współczesnej. Choć wszystko odnosiło się do artystów lokalnych, to dało się obejrzeć bez ziewania.
Wystawa sztuki nowoczesnej - najbardziej odjechana, pod nazwą "skin interface".
Szereg dziwacznych instalacji, łączących biologię i sztukę. Większość prezentacji jak z horroru, wywołujące lekko mdłości... ubrania szyte z syntetycznej skóry (wyglądające jak wdzianka Hannibala Lectera), jakieś tkanki w słoikach, tatuaże na świńskiej skórze, zdjęcia ze zmagań nagiej kobiety(niezbyt ładnej) ze martwą świnią (też niezbyt), dziwny medyczny zapach i ogólne wrażenie uczestnictwa w czymś chorym. :)
Ogólnie przygnąbiajace tematy na zwiedzanie, ale co tam.. wyszło słońce.
Ciach do samolotu (pomine 2.5h na lotnisku ze ślimaczą obsługą), Berlin, Szczecin, ramiona żony i córki...
miło jeździć... ale jeszcze fajniej wracać :D
Podsumowując... nie palę się do nastepnej wizyty w Luxemburgu.
Ładnie, ale drogo i nie za wiele do zobaczenia zostało.
Teraz czas wywołac zdjęcia i ocenić czy jest się czym chwalić :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz