Zanim zapomnę.. ostatnio przeżyłem szkolenie z udzielania pierwszej pomocy...
Z tego co pamiętam z liceum to sporo się zmieniło, ciągle pojawiają się nowe teorie jak kogoś zawrócić z drogi do swiatła...
Tak więc, może ktoś poczuje się pewniej wiedząc że:
- jak widzimy kogoś padniętego to odpuszczamy sobie badanie pulsu, bo to zbyt zawodne i trudne do wyczucia w polowych warunkach. Szukamy oddechu, ucho/policzek przykładamy w pobliże ust i patrzymy na klatę... 10sek... usłyszymy, zobaczymy lub poczujemy na policzku oddech.. jeśli jest.
- i potem punkt kulminacyjny akcji: 30 uciśnięć na mostek i 2 krótkie wdechy ..30+2, 30 i 2, 30:2 i tak w kółko, aż zacznie się z nami kłócić, albo zjawi się lekarz...
- jedna odmiana: u topielców i dzieci do 8 roku zycia zaczynamy od 5 krótkich wdechów (<1 sek)
Nie wiem czy takie informacje pasują do bloga.. ale jakoś chodzi mi to po głowie i czuję, że szkolenie było pozyteczne, szczególnie, że zakończone sikającą krwią, sztucznymi flakami i pełną inscenizacją, jak z filmu z klasy B :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz