Tymczasem w Łobzie ....
Imieniny dziadka Pawła...
Jak zwykle o 2 kieliszki za dużo...
No i stałem się takim fanem Varius Manx, ze az zakonczyło się to kłótnią i obejrzałem koncert sam.
Przegapiłem piknik lotniczy w Świdwinie... cholera - jak co roku.
Mały plakat dojrzałem dopiero w niedzielę za szybą gdzieś ukryty za pasztecikami.
Żałuję jak zawsze.
Orkiestry dęte w niedzielę - ale byłem bez aparatu, też strata paru fajnych ujęć.
Odrobina zrobiona telefonem.
Bas był solidny i ciężki jak nigdy ;)
Loty modelem - na łące o 7 rano jest pięknie.
Samolot latał tez pięknie jak nigdy ... ścigałem się z bocianem, pętle , beczki , szybowanie, oczywiscie do ostatniego lądowania - niespodziewany podmuch, czy tam może jakaś brzoza... i cały przód do klepania.
Niestety potwierdziła się smutna wiadomość, że kumpel z podstawówki zakończył egzystencję na tym świecie. Najspokojniejszy facet w klasie - zginął uciekając przed policją. (300m od tej łąki na zdjęciu) Wogóle cała historia... jak z filmu...
(tak naprawde nie wiadomo ile jest w plotce prawdy... ale skomplikowana sprawa)
sad story RIP
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz