koniec z jeziorem
podsumowując- było świetnie, choć nie wiadomo dlaczego :D
tzn. oderwanie sie od codziennego środowiska, spraw i ludzi - dobrze wpływa na samopoczucie. Dystans i te sprawy.
Piwo, woda, słońce, badmington, kajaki, ogniska, kiełbasa na patyku, whisky, las, znajomości przy ognisku... wiadoma sprawa.
Z drugiej strony pomimo małej ilości ludzi jednak znalazły się wkurwiające gatunki typu: Właściciel Szczekająco-srającego Psa, Siewca śmieci, Discofan grający swoją muzykę z samochodu, Matka Krzycząca... itp
Ze strony przyrody oprócz psa nigdy nie myślałem, że tak mnie będzie denerwował poranny ptaszek. Cholera gorzej niż sąsiad z wiertarką. Zaczynał o 4:00 rano i niemal się nauczycłem jego zawodzenia na pamięć... do 8:00 bez przerwy na wysokich obrotach ćwiiiiiir ćwiiiiir ćwwiwiwiwiwiwiwiwiwr wir wir i tak w kółko ... gdybym złapał- pióra by tylko zostały.
10 pocztówek na zakończenie.
Coniektórzy byli w stanie gotowości do kąpieli non stop :)
pocztóweczka na słodko
Przylało parę razy... żaby zadowolone.
pocztóweczka na ponuro
Wehikuł czasu dziadka-wędkarza, w środku miał więcej sprzętu do łowienia niż reszta moczykijów razem wzięta.
Niestety nie mogłem na Ani wymóc takiego skoku - więc anonimowy kaskader.
Ponton z supermarketu... to nie jest zabawka dla dorosłych ludzi.
Wielka wyprawa dookoła wyspy.
Czasem kusiło, żeby Olę tam zostawić na jakiś czas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz