niedziela, 15 lipca 2012

Połowa planu urlopowego wykonana.

koniec z jeziorem
podsumowując- było świetnie, choć nie wiadomo dlaczego :D
tzn. oderwanie sie od codziennego środowiska, spraw i ludzi - dobrze wpływa na samopoczucie. Dystans i te sprawy.
Piwo, woda, słońce, badmington, kajaki, ogniska, kiełbasa na patyku, whisky, las, znajomości przy ognisku... wiadoma sprawa.

Z drugiej strony pomimo małej ilości ludzi jednak znalazły się wkurwiające gatunki typu: Właściciel Szczekająco-srającego Psa, Siewca śmieci, Discofan grający swoją muzykę z samochodu, Matka Krzycząca... itp
Ze strony przyrody oprócz psa nigdy nie myślałem, że tak mnie będzie denerwował poranny ptaszek. Cholera gorzej niż sąsiad z wiertarką. Zaczynał o 4:00 rano i niemal się nauczycłem jego zawodzenia na pamięć... do 8:00 bez przerwy na wysokich obrotach ćwiiiiiir ćwiiiiir ćwwiwiwiwiwiwiwiwiwr wir wir i tak w kółko ... gdybym złapał- pióra by tylko zostały.


10 pocztówek na zakończenie.



Coniektórzy byli w stanie gotowości do kąpieli non stop :)

pocztóweczka na słodko

Przylało parę razy... żaby zadowolone.

pocztóweczka na ponuro


Wehikuł czasu dziadka-wędkarza, w środku miał więcej sprzętu do łowienia niż reszta moczykijów razem wzięta.

Niestety nie mogłem na Ani wymóc takiego skoku - więc anonimowy kaskader.

Ponton z supermarketu... to nie jest zabawka dla dorosłych ludzi.

Wielka wyprawa dookoła wyspy.

Czasem kusiło, żeby Olę tam zostawić na jakiś czas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz