wtorek, 5 czerwca 2012

Niech żyje bal...

OK - impreza udana.
Jak wiele innych.

Tak wyglądam tu dosyć marnie w porównaniu z Anią... ale podobno mam inne zalety :D

Dobre miejsce, dobra muzyka, dobry band, dobre żarcie, dobre i darmowe drinki, fajni ludzie.
Taniec brzucha i tańce z ogniami dla urozmaicenia....







Obawy o sztywność zostały rozwiane, każdy się bawił z kim chciał i w zasadzie nie było z tym żadnych problemów.
Nie czułem się zmuszony do tańca z generałem.


W ramach niespodzianki i atrakcji, otworzono Whisky Bar.
Była okazja spróbować 12 letnich whisky, świadomie, z opisem, z historią, z mapą szkocji...
Tak... czuć różnicę między "single malt" a resztą taniochy, którą piję na codzień...
Tak.. czuć wrzos, toffi, migdały, kwiaty na południu...
czuć torf, sól starą beczkę i jodynę z północy i zachodu...


Tak.. trzeba być zapaleńcem no i nie ukrywajmy, ostrym snobem, żeby się tym jarać i dać 200 lub więcej za butelkę bimbru ze szkockiej chaty.
Chociaż w sumie ... hobby jak każde inne... rozumiem to doskonale :)
Wszystkie te smaczki, tam są... to fajnie rozpoznać te wszystkie niuanse...


ale spokojnie wrócę do Laudersa lub Grantsa z colą... wchodzi znacznie przyjemniej :D
Tymniemniej doceniam i chwalę sobie wysiłek organizatorów, włożony w moją alkoholową edukację :)
Po prawie dwóch "rundach dookoła Szkocji", teraz moge podyskutować w towarzystwie.



ok .. było dobrze...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz