.. znane kiedys jako Święto Zmarłych.
W zasadzie możnaby pojechać o tym, że to obce swięto, że niedługo będziemy jedli indyka w święto dziękczynienia, albo wywieszać flagę 4 lipca...
Ale mam to gdzieś... Fajnie jest się przebrać za zombiaka, albo trupa (niektórym niewiele trzeba) i się spotkać ze znajomymi.
Jedyne co mi się nie podoba, to to, że moja córka aż się pali do wieczornego chodzenia po obcych ludziach i proszenia o cukierki... idiotyczne i obciachowe, ale przecież nie da rady tego wytłumaczyć.
Nawet mi się nie chce wspominać, że potem przez 3 dni wciąga te wszystkie najtańsze cukierki, kupione przez babcie lub trzymane w barku od ostatnich świąt...
Mogę już jako stary 40latek powiedzieć "młodziezy nie przekonasz" ;))
Sami muszą pojąć, że to wioska.
Rozumiem, na przedmieściach Californi, na swojej dzielnicy, z równo przyciętymi trawniczkami i domkami przystrojonymi dyniami to jest cool i sąsiedzka zabawa... ale chodzenie po zapuszczonych klatkach w blokach i straszenie facetów z wąsami w siateczkowych koszulach, lub babcie już przebrane w nocne koszule wraz z ujadającymi pekińczykami...
nevermind...
Dzień nastepny to gala na cmentarzu - nie ma co narzekac, że to bardziej parada mody niż zaduma. Sam lubię popatrzec (idąc z siatką z Biedronki pełną cholernie ciężkich i gabarytowo przerośniętych zniczy ) na dziewczyny wystrojone w obcisłe spodnie, wysokie obcasy i wszystko to co sprawia, że czuję wyjątkowe ożywienie na cmentarzu ;) Do tego pogoda w tym roku rewelacja. Czego chcieć więcej?
Można powiedzieć: zajebiste święta.
Z drugiej strony, idąc alejką i pozbywając się kolejnych zniczy, czuję się jak osaczony. Wszyscy omiatają Cię od stóp do głów i ciągle myślę, czy wyglądam jak cieć, czy jak James Bond. Rozglądam się non stop, przelatując twarze i błyskawicznie analizując "znam go czy nie?", "czy ten grubas z wąsami to moj kolega ze szkoły?" "Czy ta pani z tapirem na głowie mnie zna?" "z kim jest ta dziewczyna?" "Czy ona spojrzała na mnie z usmiechem?" "czy powienienem się ukłonić temu gosciowi, któego znam tylko z widzenia?".
Zawsze mam kłopoty z rozpoznawaniem ludzi i dopasowaniem twarzy do nazwiska... W ten dzień jest naprawde ciężko. Pobiezny skan okolicy, milisekundowe spojrzenie - analiza rysów twarzy i decyzja: spojrzec jeszcze raz, z oczami pełnymi znaków zapytania? czy kiwnąć głową jak stary znajomy ;)
Nevermind...
Jak mówiłem pogoda była po prostu nie z tego kraju i łobeski las jesienią to jest coś odjechanego. Na pograniczu kiczu i nierealnych kolorów, ale jest naprawdę tak kolorowo. Spacer rodzinny po lesie? czy jest coś banalniejszego, ale jednocześnie tak przyjemnego? To był jeden z lepszych punktów programu, okazja do zdjęć i nauczka, że jedno słowo za dużo potrafi skwasić najpiękniejszy dzień. :)
Podsumowując, nie było źle w te święta.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

a święto zmarłych nie jest obcym świętem? To trzeba było świętować nasze słowiańskie rodzime dziady:]
OdpowiedzUsuńoj tam - dlatego nie wnikam, akceptuję obcą kulturę, mogę pić w każde święto - nawet w dziady :D
OdpowiedzUsuń