piątek, 18 listopada 2011

James, radiogłowi i żuk z rewolwerem jadą do nikąd.

Uuhaa!!!

Jak zwykle w czwartkowy zimny wieczór nie chciało się wyjśc z domu.
Po jaki ch.. kupilem te bilety , kiedy mozna sobie siedzieć w ciepłym domku i klikać fejsbuka?
Przed Słowianinem kolejka na 40m... wow. Zimno jak cholera, ale po 15 minutach idzie sie dopchac do drzwi.
Jak zwykle szatnia wąskim gardłem (czy ja zawsze to piszę?)

W środku piwo na rozruch i jest dobrze.
Lubie ten stan - po pierwszym piwie, smrodek tłumu, różne twarze, półmrok i dźwięki.
Nie ma rozgrzewaczy - od razu wychodzą Myslovitze...
I jest czad.
Na żywo to jest zupełnie inny zespół niz na płycie.
Taki jazgot na gitarach i psychodela jaką lubię.
Energia i dziwne dźwięki z gitar. Czy mówiłem czad?
Nie da sie opisac tego komuś kto nie był, albo nie lubi.
Dźwięk jest zajebisty. Minęły chyba już czasy złego dźwięku w Słowianinie.

Ciary są na plecach, publika skacze i każdy utwór grzeje.
Są zwolnienia, bo Rojek lubi czasem posmęcić - ale nie da się ostygnąć.

Nawet gdybym ślepy chciał podążać w ciemności
Tylko wtedy wyjdę do Słońca
Kiedy Ty pójdziesz ze mną tak naprawdę do końca






Jaki piękny jest ten świat, tylko czarne białe. To jest proste, widzę - wiem
Już tu siedzę jakiś czas, lubię dużo wiedzieć i nie wzrusza mnie już nic




Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś
Nie miał w sobie takiej siły i
Może to ten deszcz
Może przez tę mgłę
Może to mój nastrój
Ale w każdej twarzy ciągle
Widzę Cię



Zawsze sobie golę głowę... Nie kupuje tylko biore
Nie potrafie robić nic, tylko rzeczy złe
Nienawidzę bycia miłym bo uwialbiam budzić niechęć
Tak zostałem wychowany. A w zasadzie nie...




Gdzieś na dnie
To tu gdzie jestem
Nie ma Słońca
Gdzieś tam też
Mieszkają chwile te najlepsze
Gdzieś tam też
Rosną kwiaty najpiękniejsze
Wiem ja też
Nie zawsze będę mówił szeptem



I nawet kiedy będę sam nie zmienię się
To nie mój świat
Przede mną droga, którą znam
Którą ja wybrałem sam




Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko
Co zechcesz powiedz tylko
Naprawdę na dużo mnie stać



Ten kraj jest jak psychodeliczny lot. Czujesz, że nie zmienisz nic...
Spróbuj wziąć z tego coś. To przecież twoje życie jest
Popelniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna, odbijaj się
Wykorzystaj czas. Drugiego już nie będziesz miał

Nie poddaj się. Bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans


Wiesz lubię wieczory
Lubię się schować na jakiś czas
I jakoś tak nienaturalnie, trochę przesadnie
Pobyć sam
Wejść na drzewo i patrzeć w niebo tak zwyczajnie tylko że
Tutaj też wiem kolejny raz
Nie mam szans być kim chcę


Noc a nocą gdy nie śpię
Wychodzę choć nie chcę
Spojrzeć na chemiczny świat
Pachnący szarością z papieru miłością
Gdzie Ty i ja
I jeszcze ktoś, nie wiem kto
Chciałby tak przez kilka lat
Zbyt zachłannie i trochę przesadnie
Pobyć chwilę sam
Chyba go znam



Do fontanny wrzucam grosz
Na rowerze ktoś
Rekord bije swój
Ktoś oczyścił brudny staw
Ktoś przekroczył wpław
Rzekę wspomnień złych


Nawet gdybym upadł tak nisko
Że prawie w szaleństwo
Nawet gdyby moje miejsce było ciągle na zewnątrz
Nawet gdybym miał być prosty jak dębowe krzesło
Tylko wtedy dam sobie radę
Kiedy Ty będziesz ze mną


świetnie wydane 4 dychy. Drogo, ale nie żałuję.
Lubie sobie pomysleć, ze to za te wszsytskie płyty ściągnięte z netu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz