piątek, 11 listopada 2011

Listopad wkracza do miast, ponownie...

Strasznie pod górkę wszystko idzie...
Ciężko odhaczać kolejne zadania.
Samochód nie chce przejść przeglądu.
Trzeba wymienić amortyzatory.
Ja też sam muszę do przeglądu...
Badania okresowe.
Strasznie ciężko się zmusić.


W pracy "współpracownicy" ostentacyjnie zachorowali na 4 tygodnie,
aby nie brać udziału w kolejnych testach Szafrana.
Kasa rozpływa się szybciej niż się pojawia.
Czas zapłacić za imprezy urodzinowe.
Ludzie też jacyś trudni w obsłudze.
Coctail Party - czyli popijawa w fabryce, gdzie pijesz co zechcesz - oceniam zaledwie porawnie.


A jednocześnie dni szare i jednakowe...
Nie wiem czy klinicznie łapię się w definicję deprechy :)


Nevermind...
W Listopadzie Słowianin przesadził z ilością koncertów...
Myslovitz + My Riot + Coma w przeciągu dwóch tygodni.
Cóż.. długo nie myśląc (ostatnio to najlepsze)
mam w garści 6 biletów...


Lepiej kupić i być zmuszonym do pójścia, niż rezygnować jak cieć, bo nam się nie chce.


Ok, tekst odleżał się w poczekalni... długi weekend się zaczął.
NIe jest tak źle :D zobaczymy co będzie w poniedziałek ;)

1 komentarz:

  1. Pocieszenie!!!!Vento też nie zaliczyło przeglądu.

    OdpowiedzUsuń