Strasznie pod górkę wszystko idzie...
Ciężko odhaczać kolejne zadania.
Samochód nie chce przejść przeglądu.
Trzeba wymienić amortyzatory.
Ja też sam muszę do przeglądu...
Badania okresowe.
Strasznie ciężko się zmusić.
W pracy "współpracownicy" ostentacyjnie zachorowali na 4 tygodnie,
aby nie brać udziału w kolejnych testach Szafrana.
Kasa rozpływa się szybciej niż się pojawia.
Czas zapłacić za imprezy urodzinowe.
Ludzie też jacyś trudni w obsłudze.
Coctail Party - czyli popijawa w fabryce, gdzie pijesz co zechcesz - oceniam zaledwie porawnie.
A jednocześnie dni szare i jednakowe...
Nie wiem czy klinicznie łapię się w definicję deprechy :)
Nevermind...
W Listopadzie Słowianin przesadził z ilością koncertów...
Myslovitz + My Riot + Coma w przeciągu dwóch tygodni.
Cóż.. długo nie myśląc (ostatnio to najlepsze)
mam w garści 6 biletów...
Lepiej kupić i być zmuszonym do pójścia, niż rezygnować jak cieć, bo nam się nie chce.
Ok, tekst odleżał się w poczekalni... długi weekend się zaczął.
NIe jest tak źle :D zobaczymy co będzie w poniedziałek ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Pocieszenie!!!!Vento też nie zaliczyło przeglądu.
OdpowiedzUsuń