piątek, 16 marca 2012

Byłem w kinie...

Tak .. czy warto notowac w pamiętniku? tak...
Bo nie chodzę do kina...
uwielbiam dobry dźwięk, wielki ekran i uczucie wejścia w inny świat.
za to, nie cierpię ludzi w kinie... popcornowych pepsi-siorbów, żerców paszy i kaszlących odwijaczy cukierków w folii, domorosłych komentatorów, telefonicznych sprawozdawców i cholernych gaduł, czujących powołanie aby opowiedzieć historię swojego miałkiego zycia.


Ale czego się nie robi dla żony ;)
Postanowiłem się sprawdzić w dwójnasób.
Po pierwsze kino, po drugie horror.
Uważam to za idiotyczne żeby samemu katować się sytuacjami stressowymi, obrzydliwymi, strasznymi i z reguły zostającymi nam w pamięci na resztę życia... wolę seks i przemoc.

Kobieta w czerni - zachętą był wiktoriański klimat, wyblakłe pejzaże angielskiego wybrzeża, mgła, przypływy, tajemniczy dom na prowincji... to chciałem dostac...
i dostałem.. 10% ... pozostałe 90% to sranie ze strachu w najbardziej klasycznym z horrorów.
Znane i lubiane schematy... opuszczony dom, stuki na piętrze, cicho cicho , ze świeczką w ręku.. potam nagle BUM ... fałszywy alarm i po chwili... BUMBUM jeszcze większe prawdziwe zło.
I tak przez 93 minuty....
Ubawiłem sie jak pies w studni... leczenie kanałowe jest mniej stressujące...
Straszne dzieci, straszne zabawki, straszny wiktoriański dom, straszne twarze w oknie, straszna kobieta w czerni, straszne bagno, miodek.

Czułem tą dziecinną radość reżysera, który zamiast eksploatowac nastrój i zagadkę wali mnie w łeb co chwila znanymi zagrywkami horrorowymi... nie sposób zdzierżyć nagłego maszkarona na cały ekran z maksymalnym hałasem...
Czekałem kiedy sie skończy z utęsknieniem...
i w dodatku skończyło się tak, że rozejrzałem się za zyletkami albo sznurem gdy zapaliło sie światło.
Na godzinę film wpędził mnie w nastrój, którego mógłbym zyczyć jedynie wrogom.


Film jest na pewno dosyć dobry...
Było w nim odrobinę Sleepyhollow tzn Jeźdzca bez głowy, troszke jakby Drakuli, trochę fajnego klimatu...
Harry Potter - czy jak on sie tam nazywa - jest dobry...
Tylko, że to film nie dla mnie... nie lubie się bać.. nie lubie negatywnej energii... nie lubię strasznego bezzębnego garbusa z talerzami, nad moją głową, w środku nocy, gdy drzemię.
jestem mięczakiem :(
Potrzebuje whisky żeby zasnąć ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz