Nie sposób pominąć we wspomnieniach tegorocznych Dni Łobza.
Hey, Abradab, The Beatles i Strongmeni w jeden weekend w takim miasteczku...
hohoho
Hey... 2 lata temu opisywałem ich na Rock Festiwalu - nic sie nie zmienilo :)
Kaśka jest najmniej szołmeńską osobą w branzy muzycznej.
Jedna poza, ręce przy sobie i "dziękuję dziękuję"
O ile z płyt i z radia mozna ich posłuchać, i czasem jest naprawde dobrze - to koncerty są marne... nic tylko popijać piwo...
Na drugi dzień The Beatles Revival pokazało jak zrobic z odtwarzania coverów niezłą zabawę... konferansjerka w polsko-czeskim języku i dosyć wierne odtwarzanie Bitelsowych przebojow... :D
Potem Abradab - było nieźle, głosno, żywe instrumenty, perkusja, bas... całkiem całkiem - chwilami był czad i kop.
W międzyczasie wybory Miss Łobza ... poziom kandydatek był powiedzmy... nierówny, ale wygrała całkiem znośna dziewczyna o ile można to ocenić z odległości 20 metrów.
Pokaz ogni sztucznych nieco rozczarował, zanim ustawiłem aparat juz się skończył :)
Największa adrenaliną była jazda na ukraińskiej kolejce górskiej.
Ola po czterech przejazdach namówiła mnie żebym wsiadł do pierwszego wagonika.
Kolana mi wystawały poza wagonik, nie było zadnych pasów i wszystko skrzypiało.
Niezły czad przez 3 minuty.
Nastepnym razem... nie planuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz