środa, 20 lipca 2011

2011 Lipiec - Praga

OK, było - minęło, na wspomnieniach już osiada patyna.
Zacierają się, zmieniają, miejsca zaczynają wyglądać inaczej niż w rzeczywistości...
Więc nie ma sensu opisywać dokładnie wszystkiego, bo to nie przewodnik.
Ogólne wrażenie jest najważniejsze i to zostanie na lata...
Najpiekniejsze miasto świata? ( w moim małym rankingu niewielu miast które widziałem)
Huh... trudny wybór, Rzym by się obraził, a Wiedeń też by jęczał, że niesprawiedliwie.
Ale blisko...
Jest tam coś. Zdecydowanie.
Jak ktoś sobie głowę naładuje książkami o średniowieczu, odróżni Kafkę od Muchy.
Jak ktoś lubi małe uliczki, klimat Szwejka, wszechobecny zapach sztuki, artystów, absyntu, cylindrów, żydów. :)
Jak ktoś umie sobie wyobrazić Golema w ciemnej uliczce...
Przemoc w historii, powstania protestantów, powstania przeciw Habsburgom...
Miliony kościołów, jednocześnie nieśpieszny pociąg do jedynej słusznej religii.
Seksualną nutę w obrazach, rzeźbach i obietnicach nocnych klubów.
(Czechy oprócz Węgier to potentat rynku filmów dla dorosłych :) Sylvia Saint anybody? ) :D
To może być najlepsze miasto świata - a jesli nie - to zajebiście blisko.







W skrócie:
Zamek na Hradczanach ze swoją surową gotycką katedrą
Główny rynek + parę innych rynków.
Most Karola.
Milion małych uliczek które oplatają to wszystko.
Fantastycznie zagospodarowana Wełtawa- mosty, statki, rowery, łódki, nadbrzeżne knajpy.
Metro - cholera - oni mają trzy linie metra, zadbane, sprawne, w górskim krajobrazie i pod zabytkowym centrum. Nie wiem jak to zrobili.






Ikony:
Pilsner Urquell - nigdy piwo mi tak nie smakowało, jak w Pradze z kufla.(Czarny Kozel i Gambrinus tez nie do pogardzenia)
Alfons Mucha - tak jak on malował kobiety... można się zachwycać, a Czesi to eksponują.
Absynth - Na każdym rogu sprzedają butleki cholernie drogiego, cholernie niedobrego, płynu o barwie tego do zmywania naczyń i smaku piołunu. Jednak jest coś w jego legendzie, sposobie picia, ze go lubię i czuję dziwny pociąg i dziwną śrubę (po 70% można sie tego spodziewac)
Trdel - ciasto cynamonowe, wypiekane na gorących rurkach. Cholera jakie to dobre.
Knedlicky - pokrojona buła parowa z gulaszem... ojjjj ... ME GUSTA!!!



Osobiste wątpliwości...
Kupon z Groupona - 3 noce za 725PLN wydaje się dobrym dealem.. jednak o wiele prościej zajrzec na booking.com i znaleźć kilkanaście lepszych ofert za 30-40EUR za 2-osobowy pokoj w ciekawszym miejscu.
Hotel Club Praga z Groupona był na prawdziwym zadupiu, tzn juz za tabliczką "Praha". Główną niedogodnością była zależność od busika, który dowoził i odwoził do najbliższej stacji metra.
Niby 5 minut jazdy, ale na pieszo, lub we własnym zakresie nie do przeskoczenia.
Ścisłe godziny powrotu to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej.






Różności... wpomnieniowe..

Wyjazd na południe nie obyłby sie bez wizyty w Nowej Rudzie u Wojtka i Joli.
Jak zwykle przemiłe przyjęcie, nowe gry które trzeba kupić. (Die Burgen von Burgund! Troyes!)
Każdy robi wielkie oczy jak mówię, że poznałem typa przez internet :)

W pierwszy dzień mielismy okazje zaliczyć koncert organowo- sopranow-tenorowy w kościele świętego jakiegośtam tuż przy moście Karola. Ave Maria w trzech wersjach wywołało ciary na całym ciele. Ania zaczęła czytać biblię... dobrze, że po czesku.

Burza stulecia w Pradze.
Niedawno bawiłem sie w fotografowanie błyskawic w szczecinie... jak na burzę widziałem 5-7 błysków z mojego super usytuowanego balkonu to byłem szczesliwy...
W Pradze przeżylismy ponad godzinną nawałnicę gdzie waliło co 3 sekundy raz za razem...
Ania drżała ze strachu, ja żałowałem, że nie jesteśmy gdzieś w wyższym miejscu :)

Skutkiem nawałnicy było to, że po powrocie do hotelu okazało się, że na nasz samochód zwaliło się drzewo... tak , całkiem spore, grubosci uda drzewo, z lisciami , gałęziami i całym tym szajsem. Nie mogłem go ani przesunąć, ani wejść od strony kierowcy. Ale po chwili, Mercedes na podwoziu czołgu Tiger VI, wyjechał spod niego bez zadraśnięcia. BTW wóz spełnił pokładane w nim nadzieje i zasuwał po autobahnie jak szatan na kanapie i po finałowym uroczystym napełnieniu baku w Węgorzynie okazało się, że spalił 80Litrów na 1300km = 6.15 l/100km szajsowatego ale najtanszego Biopaliwa rzepakowaego. Miodzio. Sehr gut.


podsumowując - kolejna udana wycieczka. Zostanie gdzies tam w pamięci na długo.

Tutaj z pamieci odtworzylem jak dreptalismy -
daty po czesku żeby nie było za prosto.

Jak widac jest jeszcze materiał na kolejne wizyty w Pradze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz