czwartek, 8 października 2009

What a lucky day... Hustler

Nic się nie dzieje, a ludzie zaglądają, wstyd, że nudy tu takie...
Małe rzeczy więc cieszą i odnotowuję w pamiętniczku.
Nie czytałem horoskopu ani nie sprawdzałem biorytmu, ale to był niezły dzień!
W końcu jakieś sukcesy i to nie jakieś popierdółki...
Sukcesy w pracy i w finansach. Czyli kariera i kasa.
Czyli to co w życiu najwazniejsze!!!... ehrm... just joking ;-)

A wiec w pracy, po żołnierskim obiadku, pierwsze kroki kieruje się do klubu żołnierskiego na partyjkę bilarda. Tam spotykamy starych wyjadaczy barowych, którzy tradycyjnie okupują stół. Gadka-szmatka, przyłaczamy się, coś tam pykamy 2vs2 i po chwili dochodzi do zakładu. O piwo... nie byle jakie tylko Paulaner, zbożowy, niedobry jak cholera ale to prestiżowa nagroda :D
Gramy 2 vs 2, jesteśmy skazani na pożarcie, ale co tam. Przeciwnicy walą bile za bilą, zza pleców, pod kolanem, nosem i uchem i po chwili jest na stole 5 kul naszych, jedna przeciwników no i czarna.
Pozostaje nam tylko zmniejszać rozmiary porażki... z trudem wbijamy dwie i wtedy wchodzi do akcji wasz ulubiony autor blogów. Wbijam po kolei trzy bile i finiszuje uderzeniem przez cały stół kończąc wbiciem czarnej.. yeah... satysfakcja prawie jak na olimpiadzie, odbieramy szacun i nagrody i jest cool.

A finanse... ostatnio pykam czasem w Pokera na PokerStars.com - jest zabawa.
Łaskawy sponsor ostatnio przelał na moje konto całe 2$ (prawdziwe!) abym sobie pograł. (polecam spróbować)
Więc wieczorkiem siadam, szybko wybieram turniej Texas Holdem NoLimit z 360 przeciwnikami na 40 stołach. Popijając wygranego w bilarda ohydnego Paulanera. Zaczynając od startowych 1500$ (nie to nie moje - to żetony :)) Po godzince mam 33000$... przeciwnicy odpadają jak muchy ... z 360 robi się 200, 150, 60, 38... 24... 19... 15... emocje rosną ! W końcu wchodzę za wszystko, gdy mam "kolor" od króli ... sprawdzam - gościu ma też kolor ale od ASÓW.. arrghh... kończę turniej na 11 miejscu i inkasuję wygraną ... 40centów ... wow ... moje pierwsze zarobione pieniadze w pokerze! (wpisowe było 10 centów... więc 30 centusiów do przodu...) man.. chyba się upiję :D
Ale tak na serio ... dawno nie miałem takiej zabawy (bez ściągania spodni), 1.5h zaciskania pięści, unoszenia rąk w geście zwycięstwa i wygrażania ekranowi :D rekomenduję.

Apropo zabawy wczoraj faktycznie była jeszcze większa - w końcu zagrany "Chaos in the Old World" dla mnie warty każdej ciężko zarobionej złotówki. Bezpardonowa walka złych bogów, podkłądanie sobie świni, brużdżenie, motanie, knucie, zabijanie, sianie zarazy, tron czaszek, kłamstwa i podstepna penetracja (taaa tylko na planszy perwersy! :D:D:D) To nie zabawa dla dziewczynek... tu trzeba być przynajmniej Suką Szatana :)
Mimo że w 3 osoby nie wydusiliśmy z niej 100% (powinno być jeszcze lepiej na 4), ale czuć klimat. Jest Ameritrashowo :). Teraz niecierpliwie czekam następnej okazji do rozgrywki.

1 komentarz:

  1. cool...jest gites slyszec wiesci od bloga...bylo cicho i nudno przez ostatnie 2 tygodnie...czekam na wiecej!!!

    fan x

    OdpowiedzUsuń