Jesień, qrwa jesień.
"..idzie zimno chytro z lodem
kurze łapki chowa w kieszeń
bez niespodzianek, fajerwerków
kieszeń pełna ludożerców..."
Tak więc po łebkach:
- Dom chorych:
Ania - odezwał się kręgosłup po wypadku, nie jest fajnie, ból i zwolnienie.
Ola - przeziebienie i 39 stopni gorączki, na zwolnienu.
Teściowa - przyjechała z wizytą aby dostac się rano do lekarza... śpi na materacu, na emeryturze :D
W tej atmosferze drżę o własne zdrowie, wyobrażam sobie moje białe krwinki walczące niczym krzyżacy z polakami, litwinami i virusami. Zagryzając Rutinoskorbin niczym wsparcie artyleryjskie i umocnienia na polu walki, popijam tequilę dla odwagi.
- "Wojna Polsko-Ruska pod flaga biało-czerwoną" - sfilmowana książka Masłowskiej. Książka cudownie popieprzona i film wyszedł nieźle zakręcony. Niemal dla fanów Tarantino, Trainspottingu i ogólnie odjazdu. Nikt normalny go nie pochwali, ale Silny jest mocny. Nie polecam, bo ci co wiedzą i tak obejrzą, a reszta popuka się w czoło.

- Oktoberfest, a właściwie mini-Oktoberfest urządzony przez mojego pryncypała i jego niemieckich knechtów. Oj zabawa mocno przaśna. Wypić 8-10 kufli piwa, wysłuchać 20 utworów niemieckiej orkiestry dętej, wciągnąć talerz bigosu i zatańczyć przy rasowym, weselnym Disco-polo zapodawanym przez Pana z klawiszami Casio. (gość poprostu ukradł szoł niemcom - wywołał gejzer obciachowej,weselnej zabawy) Ale jak mówią .. darowanemu koniowi... kto "umi" sie bawić to sie bawi :D
W dobrym towarzystwie niestraszne nawet trąbki, skórzane gacie i kapelusze z piórkiem.

- Muzyka:

Rammstein Rammstein Rammstein.. pięć lat po Rosenrot nareszcie nowa płyta.
Początkowo byłem zawiedziony. Niby epicki rozmach, ale jakby wtórny i monotonny. Ale własnie posłuchałem sobie z tekstami w ręku. Każdy utwór nabrał barwy i oryginalności. Mam ciary jak słucham. Zajebiste.

Horse the Band - trash na organki i gitary. Dobre i niepodobne do niczego innego. Ożywcze.

Baroness - hmm.. doom? sludge? nie wiem jak to nazwać. Dobre.

Wolfmother - w końcu drugi album! Pachnie starym dobrym prymityem, troszke mniej chwytliwych riffów, ale być może wyjdą w trakcie osłuchania. Dobre i z potencjałem.
- Gry planszowe:

Chaos in the Old World rusza mnie jak nigdy, wprawdzie dopiero trzecią grę zagraliśmy z poprawnymi zasadami ale i tak wszystkie trzy były cool. nie ma to jak być złym bogiem!
- Gry komputerowe: renesans!
Za sprawą Operation Flashpoint: Dragon Rising znajduje sie codziennie tak blisko wojny jak kiedykolwiek chciałbym się znaleźć bez zabarudzenia gaci. Lubię to uczucie bycia pionkiem i okrutny realizm pola walki. Dawka: 1 misja dziennie.
Guitar Hero: World Tour natomiast pozwala mi zostać herosem gitary bez pęcherzy na palcach i tabulatury i pobudza moje sumienie, abym w końcu, znowu wziął do ręki i odkurzył prawdziwą gitarę :D

silny, jak silny - w wojnie polsko-ruskiej absolutnie wygrywa sonia bohosiewicz :D
OdpowiedzUsuńżyczę całej familii powrotu do zdrowia, a twoim krwinkom - walczności :DDD