sobota, 28 lutego 2009

Friday night fever - discomania

No i po tzw baletach... Normalnie mówi się w takim momencie: "ale sie wytańczyłem! było super, było fajnie, świetna muzyka, cudowni ludzie"...
No tak, ludzi było kupa, jakoś pościć nie chcą, mimo zachęt z ambony, dobrze - nie czulismy sie osamotnieni w grzeszeniu :)
Dyskoteka - atmosfera jakiegoś niezdrowego "lansu" wśród lasek i wygłodniały wzrok wianuszka smutnych facetów o znudzonych minach... W tle na telebimach leci "animal planet" = ależ wybrali :D pasuje jak ulał.
Najpierw było o czesaniu pudli, potem policja dla zwierząt ratowała szczeniaki utkwione w rurach, na koniec śp Crocodile Hunter łapał krokodyle. W przerwach zabawne były surikatki... To samo było na parkiecie. Krokodyle i małpki z torebkami (z krokodyli?), łysi faceci w sile wieku w białych koszulach w paski pionowe, oraz kolesie o wyglądzie starszych szeregowych na przepustce w bluzach w paski poziome... nie miałem pasków na ubiorze, więc czułem problemy z przynależnością grupową :)

W toku były ze 4 imprezy pracowników, od razu ich widać jako grupę niedopasowanych ludzi, którzy tańczą w kółeczku i ostro dają w gaz. W tle dedykacje "dla najwspanialszych pań z zaopatrzenia", "dla ratowników, którzy coś tam wygrali", "dla najcudownijeszych, mega wypaśnych i superfajnych koleżanek z działu zamówień"...

OK żeby nie same minusy... fajnie było popląsać chwilę zanim tłok sie nie zrobił jak w porannym stoczniowym tramwaju, i fajnie było pozerkać na tych kilka gibkich dziewczyn (ze 3 w moim typie sie znalazły), zanim mur facetów "oglądaczy" o szerokich plecach i karkach nie przysłonił parkietu :)
Kobiety mają chyba wbudowany taki instynkt, że lubią tańczyć... faceci natomiast mniej lubią tańczyć, za to lubią patrzyć na tańczące kobiety, popijając wódkę... i chyba dlatego to się kręci... i wszyscy zadowoleni. Też się bawiłem, mniej więcej jak kot w blaszanej beczce toczacej się z betonowych schodów ;-)
Podsumowując: Wjazd 25PLN od pary, Gin+tonic=9PLN, muzyka - dobra jak na disco..
dobre momenty: Aretha Franklin - Freedom, Metallica - unforgiven, Joan Jett - I'love rock'n roll, troszke Depeche Mode, Boney M - Daddy Cool - reszta to sieczka stara i nowa , ale do tańca dobre. O trzeciej bylismy w domu verry happy :)
Jak ktoś ma gawiedziowstręt, nie ma łysej głowy, lubi pogadać przy stoliku, nie cierpi tłoku, nie chce kontaktów z tzw półświatkiem, to właśnie osiągnie szczyt zadowolenia w momencie wyjścia z lokalu :)
Kolejny raport z dyskoteki... już wkrótce... może już za rok :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz