środa, 28 sierpnia 2013

Wieczór kawalerski

W zasadzie biwak kawalerski...

Patrząc na ilość alkoholu trochę się obawiałem, że skończy się jak "Kac Vegas"  nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim...
Ale.. potężna ilość kiełbachy, karkówki, ruchu i świeżego powietrza pozwoliła na przetrwanie.


 


Tratwa ratunkowa wcale nie sprawiała, że impreza była bezpieczniejsza. Na szczęście okazało się że po rzuceniu na wodę była nieomal nie do ruszenia, więc skończyło się na taplaniu przy brzegu...

Za dużo nie wypada opowiadać... wiadomo "co było w Las Vegas - zostaje w Las Vegas",
ale tak naprawde też nie było za dużo rzeczy wymagających ukrywania...
Striptizerek nie było, gumowych lal również nie, nikt nie dymał owieczki, obyło się bez mordobicia... więc...  to była "tylko" wesoła impreza, bez strat własnych i blizn :)

...co tam robiła pijana kaczka i dzikusy w trzcinowych spódnicach..  nie pamiętam.



Za tydzień wesele Natalii i Piotra chyba dojdzie do skutku... niestety podobno bez tratwy...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz