Tadam..
5 lat minęło i Natalia z szeregowego, zamieniła się w porucznika...
Dostała dwie gwiazdki i belkę.
Szacun z podziwką wielki - bo skończyć elektronikę to i ja potrafię, ale jeszcze w mundurze, w koszarach, z plecakiem, z wyróżnieniem, jako jedyna dziewczyna, wstając o 5:30 na zaprawę .. to by mi się nie chciało :)
Kopnęliśmy sie do Warszawki aby zerknąć jak wygląda nominacja.
OK - impreza sztywna jak jakich widziałem już dziesiątki w pracy, ale chyba bardziej liczy się udział rodzinny. A w kategoriach rodzinnych - osiągnięcie chyba jedno z największych.
W mundurze wygląda całkiem znośnie ;)
(to ta z prawej)
Ogólnie .. było na co popatrzeć... za mundrem...
Wizyta w Warszawie była też okazją do odwiedzenia Piotrka i Ani.
Wprosilismy się do ich salonu na kanapy i nocleg zaliczony. Dziękujemy! :)
Dla odmiany Ania i Piotr są najbliżej szołbiznesu w rodzinie...
Ich agencja fotograficzna "robi" z największymi i dla najwiekszych...
Jak zobaczycie fotki w Reserved, Elle, Vouge... to maczali w tym ręce.
Wielki świat - kuchenny blat.
A 2-letni Janek potwierdza, że drugie dziecko - to już nie dla nas.
Chyba że zacznę produkować i wciągać amfetaminę.
W planach.. zwiedzanie Warszawy...
Centrum Nauki Kopernik ... słynne z kolejek po bilety na cała Polskę.
Potwierdzam - trzeba kupić bilety online i odebrać w zacisznej kasie nr 1 , omijając 200m desperatów, którzy ciągle słyszą, że z powodu przepełnienia, sprzedaż biletów została chwilowo wstrzymana...
Po 3 mniutach bylismy w środku.
OK... nastepny raz moja noga tam postanie, gdy zrobią osobne godziny dla dzieci i osobne dla dorosłych.
Tłum 5 latków, wrzeszczący, tupiący, płaczący.. usiłujący urwać każdą dźwignię, wdusić każdy przycisk.... jest męczący mówiąc bardzo oględnie.
Eksponaty - też są w sumie zrobione dla takiego odbiorcy...
Jasne - są lepsze i gorsze.. ciekawsze i banalne...
Ale czułem się bardziej jak Disneylandzie niż w czymś co ma związek z nauką.
Pokręciliśmy się parę godzin, pociągaliśmy za dźwignie, sznurki i ponaciskaliśmy wszystkie przyciski...
okej... zaliczone.
Coś co mnie naprawde ucieszyło w stolicy - to rowery... te systemowe... wpłacasz 10pln i jezdzisz do "do woli" od stacji do stacji .. praktycznie za free... pierwsze 20min jest darmowe... kolejna godzina kosztuje złotówkę...
Gdyby nie pogoda... moznaby więcej.
Starówka, Nowy Świat i okolice o dziwo - pozytywnie, jakoś pamiętałem to znacznie słabiej...
Cafe Kafka, gdzie hipsterzy chwalą się nowymi rowerami i okularami ..... fajne pomysły.
Hotel Hit - był raczej tylko hitem cenowym...
Duszny pokój z oknem na studniowate podwórko - jedną noc napieprzała burza stulecia...
Za to w drugiej słyszeliśmy, kłótnię chińczyków, z rzucaniem ciężkimi przedmiotami, urodziny tłumu jakichś pannic szarpiących ciszę nocy zrywami idiotycznego śmiechu co 3 minuty..., później były jakieś strzały ... tak gdzieś jeden magazynek... potem na przestrzeni godziny, dwie pary prawdopodobnie osiągneły orgazm... nie wiadomo czy jednoczesny, ale z odgłosów... było przynajmniej przyjemnie :)
Nad ranem walenie garów w kuchni było już nudnawe... w porównaniu z atrakcjami nocy.
OK... zaliczone.
Samochód nam tak oświniło.. jakbysmy w polnej drodze parkowali.
Ach ta stolica.. błoto i słoma.... i dresy...
A więc do panzerwagena i z powrotem 6h + 2h w McDonaldach... Autostradą na zachód.
Obecnie 63PLN kosztuje przejazd przez wszystkie checkpointy ... ale .. chyba warto.
Anegdotą weekendu pozostaje pytanie "co chcecie zobaczyć w Warszawie?"
"Noo.. chcemy zobaczyć galerie... "
"Aaa.. to się dobrze skłąda bo na Zachęcie jest kilka wartych uwagi, właśnie otworzyli... "
".... ale... handlowe.... "
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz