wtorek, 30 lipca 2013

Spróbuj czego nie lubisz...

Spróbuj czego, nie lubisz.. może Ci posmakuje... mogłaby mówić moja babcia...  a może nawet tak mówiła...
W sezonie letnim nie lubię standartowo: spoconych bab i ciepłego piwa...  korków na drodze, tłumu na plaży, zimnej wody, braku fal, skarpet w klapkach, głośnej i marnej muzyki, wysokich cen, opalania się, upałów.... 

Właśnie dlatego gdy Ania zaproponowała wszystkie te atrakcje na raz, nie wiedziałem od czego zacząć marudzenie... Ale ponieważ to imieniny Anny - nie było wyjścia, przewróciłem oczami, potaknąłem, uległem.

Padło na Dziwnów.
Chcąc zrobić coś w zyciu spontanicznie, uznaliśmy, że znajdziemy coś do przenocowania na miejscu.
Błąd.
Zapomnij, jedno wielkie "brak pokoi". Podaż masy ludzkiej ze śląska i wielkopolski jest tak duża, że cholerni właściciele ziemscy moga przebierać w turystach jak w ulęgałkach. Po 30tu pytaniach i telefonach, ponad godzinie łażenia - straciłem nadzieję. Jedna babcia chciała mnie ekskomunikować, za to, że ośmielam się pytać o nocleg tylko na dwa dni weekendowe.  "Łikend? Panie - Łikend to zaczoł sie wczoraj". Więc nie miałem szansy przespać się w jej ciasnym pokoiku z zeszłej epoki, z regałem, kryształem i pachnącym próchnem i starymi szmatami ;)

Skończyło się w hotelu w Kamieniu Pomorskim...
Pięknie tam.
Nad ranem widok na zalew, żaglówki i jachty w marinie, rynek i ... cisza ... spokój...
Aż się nie chce wracać do piekła zwanego Dziwnów.

Cudem, dzięki moim niezrównanym zdolnościom mediacyjnym udało się znaleźć nocleg w Dziwnowie, co prawda przymusowe było wyzywienie w postaci kotleta i kompociku z rabarbaru.. ale co tam.

Nad morzem wciąż króluje disco lat 80tych. Modern Talking i Sandra... Muzyka stoi w miejscu.
No albo śląskie przyśpiewki, albo "ona tańczy dla mnie"... albo akordeony...

Ale wszystko jest skrojone na miarę odbiorców... przebojem tego lata, są na pewno wielekie brzuchy i otyłość, każdy stara się jak może. Szare skarpety do sandałów to normalka. Zasyfic plażę puszkami i kubkami - normalka, BMW z disco w środku i na zewnątrz - normalka. Drące się wszędzie dzieciory z piekła rodem - check. Sprzedaż wszelakiego tandetnego syfu - check. Rodzinne tłumy włóczące się po ulicach- zaliczone.

i tak można w nieskończoność wymieniać wszystkie obciachy tam skondensowane...
A najlepsze jest to, że mi się podobało :D
Usiąść razem przy piwie w loży szyderców... kawa... ryba... piwo...
Było świetnie... choć może dobrze, że tylko 2 dni :)


1 komentarz:

  1. Nie ma jak Łobeska NIAGARA!!!!!Rybka od Gienka M.-piwo od Kmiecia ,kąpiel pod prysznicem,własne wyro i Ahoj dla kajakarzy:):):)

    OdpowiedzUsuń