a tu jeszczewspomnienia zeszłego tygodnia...
A więc... ;)
2 dniowy wypad na koncert Ironów zmienił się jednak w 6 dniowy wypas (popas?) w Trójmieście.
Ciężko wyjezdżać gdy pogoda piękna i piwo niedopite.
Wizyta u źródeł planszowego szaleństwa - w siedzibie Rebel.pl - w sumie niepozorny sklepik w piwnicy, gdzies w tylnej uliczce... ale to jak miejsce kultu... warto zobaczyc :D
Dla Oli .. zoo... fajne zoo.
Dorota i Hubert - domek nad jeziorem - to Oni winni temu niespodziewanemu przedłużeniu wycieczki.
Jak można nie ulec pokusie grillowania nad jeziorem?
Gra terenowa w niedziele , to było coś niespotykanego, fajnego, jak powrót do harcerstwa...
Niby tylko przejście z mapą parunastu punktów w okolicy, ale zaangażowanie było totalne i ekscytacja jakbyśmy szukali skarbów.
Mimo, że w drużynie miałem dwie kulejące dziewczyny - zrobilismy trase najszybciej, o 20min wyprzedzając resztę :D
Po 2 dniach nad jeziorem, jeszcze powrót do Gdanska, posiedzieć przy piwie , zaliczyć pare galerii handlowych i IKEA :)
Nocleg w Hostelu Zappio - fajnie, w centrum, tanio, z łązienką i śniadaniem... gdyby nie ... cieńkie sufity i banda angoli, którzy galopowali do północy...
Jeszcze tylko 5 godzin z powrotem do domu - i pierwszy tydzień urlopu odfajkowany.
Mnóstwo pozytywnych emocji...
Wszystko sie działo w takim tempie, że miałem wrażenie, że jestem od miesiąca na amfie - ale chyba to dobrze?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz