OK - staramy sie nie siedzieć w domu ... Juwenalia ..
Jak co roku - Coma ..
ceny ida w góre .. juz 25PLN od łebka.. a ponieważ cała rodzina chce na koncerty... raptowie staje sie juz 150PLN za dwa dni ...
a więc środa - COma ... do której nie dotrwaliśmy, bo było tak fatalnie zimno, mokro, pijano, i marnie...
więc tylko po piwie, zerknęliśmy na Happysad i uznaliśmy, że za starzy jesteśmy, żeby tak cierpieć :D
Wróciliśmy do samochodu i posluchaliśmy sobie radia.
Ola wytrzymała w tłumie i Happysad i opóźnioną o godzinę Comę...
Drugi dzień za to słoneczko, piwko i reggae Bednarka.. dało się oglądać i było przyjemnie.
Choć przed wyjściem miałem wrażenie, że płacić 25PLN za to że mogę wypić wodniste piwo na błotnistym podwórku za stadionem, gdy zimno, a w koło pijani "studenci" ... to przesada... :))
Trzeci dzień - Hiphopy, Pezety i takie tam - tylko Ola reprezentowała rodzinę ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz