na coroczny zlot maniaków planszówek pod krzyżem.
Mimo marazmu, depresji, zepsutych kolan, aparatów na zębach i ćwiczeń wojskowych.
Czy trzeba pisać, że było rewelacyjnie?
Dało się oderwać od codziennych kłopotów.
Zanurzyć w drinkach, puszczać balony w środku zamieci i trochę nawet pograć :)
Carrom - zdecydowanie najczęściej grany.
Ania dała zielone światło na zakup stołu - jak tylko znajdziemy dla niego miejsce :D
Balony z okazji urodzin Mamuta w środku śniegu, wiatru i nocy, nad brzegiem morza.
Wydawało się, że to niemożliwe, a jednak poleciały.
Race for the Galaxy
Miras rozpieprzył galaktykę i konkurencję.
Resistance - do ostatniej misji walka. Przegrani wychodzą na śnieg w kapciach.
Dwa razy mi się udało być przegranym, nikt nie wierzył, że mogę być dobry :D
Ania pstryka.
Marek - out of batteries, kabel do ładowania trzeba podłączyć.
Podsumowując - częściej trzeba.
Wielkie dzięki za organizacje dla Mamuta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz