Jak powiedziała dzisiaj Ola przy obiedzie:
"Po tym wyjeździe, już nikt nie będzie taki sam"
Kilkunastu wariatów, (w tym parę naprawdę ciężkich przypadków) na pustkowiu, a raczej w Pustkowiu.
Odległa o 200m replika krzyża z Giewontu nakręcała nas duchowo...
Każdy przybył z worami gier, w które nie zamierzał grać, albo do których nie znał zasad.
Samotne samce błyskawicznie zamieniły swój pokój w homoseksualną studencką oborę, gdzie bekali, żarli konserwy i spali w jednym łóżku.
My staraliśmy się chronić dziecko przed zgubnym wpływem i pokrętnie tłumaczyć co znaczą niektóre przyspiewki.
Gdy Adam paradował z wiatrówką z krzywym celownikiem optycznym, w okolicy krzyża i usiłował trafić z plaży w wydmę, niebezpieczeństwo zgarnięcia nas przez patrol policji znacznie wzrastało...
Jak nie policja, to patrol moherowych beretów przynajmniej ;)
Na szczęście przez cztery dni widzieliśmy okolo 5 osób w miescie i na plaży - uroki plażowania poza sezonem.
Wziąłem ze sobą 16 gier - z czego zagrałem w 14 wynik całkiem niezły.
Gralismy od rana .. ehem od południa, do nocy... ehem zejścia.
Partię w Bang! zaliczam sobie połowicznie, nie pamiętam nawet jaką postacią grałem, ale założę się, że przypominałem zombie ;)
dla historii:
Czwartek:
Apples to apples (rozgrzewka zespołowa)
7 Wonders
El Grande (historyczne zwycięstwo Ani z bandą koni)
Haggis
Piątek:
High Society (dwa razy z rozpędu pojechane)
Dobble (zdaje się przebój tego spotkania)
Rallyman (świeżo zrobione - wypadło IMHO bardzo dobrze)
I World War (klimat OK, losowość zbyt duża)
Aquaretto (rodzinne klimaty)
Rummikub (Hubert ograł nas lewą ręką, grając jednocześnie w Popular Front)
Pictionaria (prototyp czeski, party game z rysowaniem - BROKEN wdg mnie)
World Cup Game (gra Remika, 8graczy, grałem DDR i Szkocją, poległem w półfinałach niech ktoś przypomni finał... było niezłe dla futbolistów choc nie tylko)
Great Dalmuti (element nadużywania władzy bardzo się podobał. Remik w ostatniej rundzie od zera do bohatera)
Bang! - choć się staram, ponownie uważam to za totalny niewypał imprezowy. Tym razem ja zawiodłem. Film mi się urwał... :)
SObota:
Daytona 500 (kolejna zabawa z samochodzikami, dla mnie było cool, moze dlatego ze wygrałem, nie wiem jak inni)
Yomi (Czarek powoli wciągany w macki Yomi, udany kombos Gravem za 45pkt z mojej strony)
Chaos in the Old World ( o dziwo szybko poszło, tak mocno pilnowalismy Khorna(czarek) że Slaneesh(Adam) nam uciekł błyskawicznie i nie mozna go było zatrzymać... coś jest dziwnego w tej grze.. ale krótka i wciąż intryguje)
Qwirkle - (Czarek o 1 punkt przed Anią 108:107?)
Small World na Ipadzie z Czarkiem - this is the future... można grać po ciemku.
Tichu - Reymont grał jak nakręcony zrobił 5x Tichu, po obu stronach wyszły 300tki
Fearsome Floors - rodzinne uciekanie przed potworem - przekonałem się do tego
Steam - na 6 osób, przeładowany i za długi. Ostatnich gryzą psy i brak im miejsca.
Szachy - Czarek zużył 3 minuty żeby wygrać, ja zużyłem 13 aby przegrać.. zupełnie nie widzę gry w środku. Tępa nielosowa gra.
Flash Duel - Wyciągane z Remikiem w każdej wolnej chwili, co raz lepsze.
Rallyman - z kolejnymi rajdowcami...
Shogun - nie uczestniczyłem ... ale zgodnie z założeniami gra w szoguna o 2giej w nocy kończy się chrapaniem po 2ch z 8 tur
Niedziela to juz luzik - Fearsome floors i Flash Duell i papa...
W międzyczasie pijane palce w pralce, gdzie skupiłem się na fotografowaniu - chyba się podobało. A w drugi dzień SZAŁ CIAŁ, które odpuściłem i troszkę żałuję - uczestnicy zdrowo się bawili, tańcząc jak roboty. Zdaje sie nigdy wiecej nie da się zebrać 3 teamy taneczne ;)
Spektakularne było After the Flood. 30min rozkładania, 45 tłumaczenia, dezercja jednego zawodnika, 30min składania. Po 4h ... 30min rozkładania, 1h tłumaczenia, 3h(?) grania, 30min składania... ale na twarzach oprócz zmęczenia satysfakcja :D
Wszystko przeplatane ciągłymi przyśpiewkami, absurdalnymi gadkami, rzucaniem mięsem, żartami o koniach, piciem i ogólnym wieśniaczeniem. Rozkosznie.
Na pewno najlepszy weekend tego roku... w czołówce wydarzeń jakie pamiętam.
Odświeżające jest jednak spotkać się z ludźmi młodymi, zabawnymi, nieokrzesanymi i bez zasad moralnych :)
Aha... jak ktoś nic nie zrozumiał z tekstu powyżej, to filmik oddaje nastrój :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Faszyści! Faszyści! Faszyści! :D
OdpowiedzUsuńJacku masz u mnie Oscara w każdej dziedzinie :) Genialny filmik, genialna atmosfera, genialny wyjazd.
dawno sie tak nie usmiałem a na samą myśl że to już nie wróci łezka się w oku kręci :)
OdpowiedzUsuńMega pozytywny wpis hehehe a film oddaje wariactwo tej imprezy tylko w 10%. To był ogień, chaos i pożoga...nawet gwałtów nie brakowało - Rebel nam serwował raz mniejszy raz większy w swojej samotni :D:D:D:D
PS
ZAPOMNIAŁEŚ WSPOMNIEĆ O ŁAMANIU CZARODZIEJA...TAK SIE PODNIECIŁ PIERWSZĄ WOJNĄ ŚWIATOWĄ ŻE SAM WYPRODUKOWAŁ GAZ BOJOWY. CO NIE ZOSTAŁO WSPOMNIANE - ALE - OD CZEGO MASZ MNIE :D :D :D
a w zwykłe karciochy to nie łaska?
OdpowiedzUsuńSwietne zdjęcia, świetny reportaż :) Lubię czytać to co piszesz - thumbs up! :)
OdpowiedzUsuńDzięki wszystkim za zajebisty wyjazd :)