A więc Neapol... lot o 15:10... czyli wypada być na odprawie ok 13:00.
Pociąg do Neapolu jedzie lekko ponad 2h.
Niestety pociąg regionalny za 10EUR startuje o 8:30 rano. Reszta pociągów kosztuje 40EUR. A jeszcze trzeba dotrzeć z zadupia na którym wylądowaliśmy do centrum Rzymu.
Hotel jest niezły, jednak żeby na godzinę dostać wiaderko bajtów z internetu, muszę wysupłać 3 Eurasy. Cholerna dziura.
Ale nie wytrzymam, żeby nie sprawdzić gdzie jesteśmy na google maps i nie zbadać wszystkich możliwych połączeń. Siedzę do 2:00 nad ranem.
Dosłownie zwlekamy się z łóżka o 6:40. Ania protestuje i mówi, że nigdzie nie jedzie. Siłą zaciągam ją na śniadanie...
Wciągamy błyskawicznie jajecznicę i łapiemy taksówkarza.
Nie wspomniałem, że wczoraj w kolejce poznaliśmy Luisa i Luisę. Wesoła para francusko-niemiecka.
Luis jest niezły, urodził się we Francji, mieszka z niemką, mieszkał we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. Gada płynnie w pięciu językach. Podróżować z takim gościem to prawdziwa wygoda. Potrafi się dogadać z włoskim taksówkarzem, nawet gestykulując jak oni.
Ok. Taximan dowiezie nas do najbliższej stacji kolejki podmiejskiej za jedyne 15EUR (coś ok 2km - cholerny, włoski zdzierca) Na szczęście rozkłada się to na dwie pary. Na stacji niestety psy dupami szczekają, a pociągi przelatują przez nią z prędkością ok 100km/h. Przezywamy chwilę zwątpienia, gdy orientujemy się, że dziś jest święto Piotra i Pawła, czyli dzień wolny od pracy. Na szczęście jakiś pociąg się zatrzymuje. Bez biletu docieramy na Roma Termini. Błyskawicznie kupujemy w automacie bilety do Neapolu i ziuu.. ruszamy.
Gramy we czwórkę w Kierki, zabawa jest niezła, Ania odnosi miedzynarodowe zwyciestwo, widoki za oknem wspaniale i ok 11 docieramy do Neapolu...
Ocena mocno subiektywna, widzieliśmy Neapol tylko w okolicach dworca. Ale jest to po prostu włoskie piekło. Niektórzy określają klimat Neapolu jako "południowy" i "specyficznie żywiołowy". To jeden cholernie wielki eufemizm. Jest tu po prostu brudno, tłoczno, jakieś budowy, remonty,wszystko odrapane, wszechobecne slumsy, bo tak chyba trzeba nazwać ich bloki i kamienice. Na każdym oknie suszy się pranie, jakieś gacie, obrusy, przescieradła - wszystko się suszy. Zgiełk, chaos, śmieci na ulicy, korki na drodze. Syf, malaria i skutery. Zaszywamy się znowu w McDonnaldzie, oazie zachodniego ładu i porządku, czekamy na bus na lotnisko. Jedynie z 20minutowym opóźnieniem się pojawia i docieramy na lotnisko.
Na szczęście wszystko idzie zgodnie z planem.
Odprawa. Bramki. Celnicy. Samolot.
Ania nawet już trochę się oswaja z myślą, że samolt cięższy od powietrza jest w stanie unosić się bez pomocy czarów. Ściska moją rękę już nieco lżej. I nawet zerka przez okno czasem :)
Neapol z lotu ptaka jest przepiękny. Wezuwiusz zieje kraterem (choć wydaje się nie za duży). Lazurowe morze. Stateczki. Góry. Pięknie... ale my wiemy że to cholerna kupa śmieci, samochodów, skuterów i prania.
Po 2h lądujemy łagodnie w Berlinie. Oklaski dla pilota.
Bus do Szczecina.
HOME SWEET FUCKING HOME!!!
Cholera jak jestesmy szczęsliwi... odrapana ulica Kolumba, albo nasze industrialne okolice stoczni... jakie piękne! Jakie czyste, jakie schludne. Ruch na ulicach jaki uporządkowany! Polska - oaza spokoju i porządku (wiem.. brzmi nieprawdopodobnie)
Aż nie możemy się napatrzeć... Oj nabiera się szacunku i szerszej perspektywy po takiej podróży.
Wiem, powtarzam się... w podróżowaniu najlepsze są powroty.
Rozpakowanie, porządkowanie suvenirów, zrzut zdjęć z laptopa i aparatu (coś ponad 1.5 tys).
Podsumowując, pomimo kłopotów z powrotem, urlop perfekcyjny.
Rzym... to trzeba zobaczyć, chyba najciekawsze miasto świata. 6dni - a jeszcze nie zdążyliśmy na zatybrze :(, nie widzieliśmy Piramidy i paru innych rzeczy. Ale wydaje mi się, że 85% planu zostało wykonane. Bo "życia nie starczy, by poznać Rzym"
END OF STORY
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

czekam z niecierpliwością na foty :)
OdpowiedzUsuńCzytam, oglądam ... i zazdroszczę. Dociera do mnie, że przez jakiś czas nasze plany urlopowe będą się ograniczały do kilkudniowych wyjazdów nad Bałtyk albo do kogoś na działkę...
OdpowiedzUsuńPocieszam się myślą, że jak odchowamy córę to będziemy mogli pozwolić sobie na podobną wycieczkę.
Pozdrowienia, czekamy na pokaz zdjęć :)
Agata & Seba