poniedziałek, 9 września 2013

Operation Birthday

OK.. w tym roku postanowiłem ubarwić szarą rzeczywistość i zatuszować alkoholem i zabawą fakt, że kolejny rok bliżej emerytury.

Jak zwykle korciło mnie, żeby nie było to banalne picie przy grillu...

Goście do ostatniej chwili nie wiedzieli gdzie mają się zjawić, musieli wykazać się bystrością intelektualną i wydolnością fizyczną. Seria zadań doprowadziła, przez miasto, przez las, przez bagna i jeziora w miejsce, gdzie czekały kiełbasy, szaszłyki (brawo Ania!), napoje izotoniczne.

Jedna grupa o mało nie zaginęła i już widziałem mord w ich oczach gdy styrani dotarli... :D
Ale... ok.. mam nadzieje że już zapomnieli co złe, a mega kac, skorygował ich wspomnienia :)


















Cóż..  czas na wzniosłe słowa...
Zostałem cholernie miło zaskoczony entuzjazmem, chęcią udziału i samym przebiegiem imprezy...
W porywach chyba osiągnęło 15 osób...  łącznie z wizytacją z Warszawy :D
Ania, Ola, Emi, Julia, Agnieszka, Kasia, Ewa, Adam, Mamut, Miras, Miłosz, Czarek, Paweł, Sylwek...
Wszystkim bardzo dziękuję.. byłem nieomal wzruszony :D

... Póki nie wylądowałem w jakimś nieznanym pubie (coolturka?), w niebezpiecznej części śródmieścia, pijąc niezliczone rzędy shotów, ledwo siedząc i udając rozmowę bełkotaniem i potakiwaniem :D
(ale zawsze sie mogło skończyć w klubie "Błękitna ostryga" w skórzanej czapce :D )
Ale po to istnieje instytucja żony.. żeby Cię za kołnierz wyciągneła zanim zrobisz coś głupiego :)


Zajebiście mieć taką grupę ludzi, którzy dają radę.

Nie przesadzając.. aż się chce poczekać na kolejne urodziny :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz