To jest własnie fajne w kobietach...
Jakbyście spotkali Anię na ulicy, można nie rozpoznać.
Potrafią się zmienić co kwartał, co tydzień, co parę chwil... czasem nawet nie na gorsze :)
Wymaga to z reguły nakładów finansowych, ale efekt jest...
Ola też... z racji obecnych burzy hormonalnych, zmienność jest wpisana w każdą jej chwilę.
Aha.. byliśmy na Porterze i Lipnickiej - sympatyczna para, fajnie opowiadają w przerwach między piosenkami, ale ogólnie wiało nuuudą. Jeśli z reguły po koncercie czuje sie napakowany energią.. to tu czułem się zmęczony. Za duża przestrzeń, brak telebimu, muzycznie monotonnie, przekaz słowny mimo że często ciekawy - tylko po angielsku, ginęło gdzieś o czym śpiewają. Do tego zakaz fotografowania...
OK .. przeżyłem. :)
Kurczak w miodzie... pomidory, bazylia, oliwki... mniam.
Chciałbym tak umieć... umiem tylko jeść niestety ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz