czwartek, 6 września 2012

Metamorfozy

To jest własnie fajne w kobietach...
Jakbyście spotkali Anię na ulicy, można nie rozpoznać.
Potrafią się zmienić co kwartał, co tydzień, co parę chwil... czasem nawet nie na gorsze :)
Wymaga to z reguły nakładów finansowych, ale efekt jest...






Ola też...  z racji obecnych burzy hormonalnych, zmienność jest wpisana w każdą jej chwilę.



Aha.. byliśmy na Porterze i Lipnickiej - sympatyczna para, fajnie opowiadają w przerwach między piosenkami, ale ogólnie wiało nuuudą. Jeśli z reguły po koncercie czuje sie napakowany energią.. to tu czułem się zmęczony.  Za duża przestrzeń, brak telebimu, muzycznie monotonnie, przekaz słowny mimo że często ciekawy - tylko po angielsku, ginęło gdzieś o czym śpiewają. Do tego zakaz fotografowania...
OK .. przeżyłem. :)



Kurczak w miodzie...   pomidory, bazylia, oliwki...  mniam.
Chciałbym tak umieć...   umiem tylko jeść niestety ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz