Muzycznie - dzień pierwszy.
Cały dzień jest na niezłym poziomie.. Happysad (bujało nieźle, choc nie przepadam na codzien), Hardcore superstar, Ministry (zawiodło- sieczka), Damian Marley (poreggować na bombie każdy lubi... ) i potem:
"Hello we are Antiflag !!! And we are from Pensylwania!!!" - zamiotło na punkowo.
Jedynie nie moge przeżyc ze nie zagrali sztandarowego "Underground network".
Wtedy bym oszalał.
.. i wydawało sie że nie może byc lepiej - THE QEMISTS - Dubstep
To jest kurwa taka petarda koncertowa, ze nadmiar energii, świateł, rytmu mnie rozpieprzył w atomy. Podszedłem pod scenę i każdy utwór nosił jak cholera.
Nie dało sie nie skakać.
Juz oczywiscie wrażenia sie zacierają, ale pamiętam swoje pijane myśli że "Mocniej być nie może, bo ja pierdole - rozwali mi neurony, albo coś w mózgu... "
Dla mnie (trudno uwierzyc)chyba obecnie numer jeden koncertowy...
Drugi dzień -
Zaczął Deriglasoff... ten gosciu na koncercie jest zajebisty. Człowiek sie dopiero dowiaduje że np "Menda" Apteki jest jego... ogólnie garażowy czad. Na bis zagrali "Ace of Spades" Motorheadów - komentarz niepotrzebny.
Juz w poniedziałek do roboty
Potem Szczecin - The Analogs - Dwa akordy darcie mordy :D
kiedyś miałem faze tego posłuchać.. .skasowałem po 3 dniach ich płyty...
Ale tutaj... było punkowo, ostro, głośno i jajami.
Arek grał u nich przez 2 próby na garach, więc może być dumny. Wstydu nie było, a cała widowania jechała z refrenem "Pierdolona era techno".
Dobre... ale po piwach ;D
Gooral.. krasz dubstepu z góralską muzyką... niezłe, niezłe.. wkręciłem się. Qemistów nie przebili, ale coś w tym jest.
Przebojem wieczoru dla mnie była Luxtorpeda.. widziana na ogromnej scenie, równie dobra jak w klubie. Jak sie zna, to nosi, oj nosi...
Śledzę jak kabli linie zbliżają się do siebie
A potem oddalają na zachmurzonym niebie
Zaparowane szyby, palcami po nim piszę
A ty coś do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
hej hej na pierwszy rzut oka
hej hej nie widać, że kocham
hej hej na pierwszy rzut oka
NIE WIDAĆ, ŻE CIĘ KOCHAM!!!
Choc Machine Head też dawało radę grubo powyżej kreski.
Ostro tam dawali do pieca.. ale zapachniało kapitalizmem, bo "kontrakt przewidywał równo godzinę grania razem z bisami" .. więc czuć dolary...
OK .. dosyc.. jutro o Smalcu i podróżach w czasie i chyba dosyc juz tego łudstoku...
Jak mówią...
"Woodstok-srutstok....
Smoleńsk!!! Kurwa!"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz