6 tygodni australijczyka minęło jak z bicza.
Juz trzeba się żegnać i godzić się z myślą że Bart jest dokładnie na drugim końcu kuli ziemskiej.
Było dobrze.
Wizyta wprowadziła zamieszanie w życie towarzyskie i rodzinne.
Prawdopodobnie tylko dlatego szarpnąłem się na Woodstock.
Ola przez chwilę miała starszego brata.
My przez chwile mieliśmy drugie dziecko :)
Ja przez chwilę miałem brata...
Kalejdoskop wrażeń.
Poza oczywistymi rodzinnymi uniesieniami dzieki tej wizycie poznałem, lub odkryłem na nowo mnóstwo ludzi.
Człowiek jednak zasklepia się i zastyga w swoim otoczeniu - rzadko kiedy jest okazja do zobaczenia nowych twarzy, odwiedzenia dawnych przyjaciół, ciągle coś nie wypada, nie pasuje, nie ma czasu.
(oczywiscie zależy od trybu życia - ale mówię o sobie)
Rodzina... znajomi... nowi ludzie... to było jak zamieszanie w dawno wystygłej już herbacie z fusami.
Znowu smakuje.
Wszystko bardzo pozytywnie.
Taak.. tyle wyniosłem z wizyty Barta :) następna za 5 lat? :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Obiecał wizyte na przyszłe lato!!!!!!A może MY uzbieramy na bilet:):):)Berlin -Melburne!!!!!
OdpowiedzUsuńOh shit! Ja tu sobie zaglądam czasem i kogo widze?!!! Nie będę smolił farmazonów o tym jak to pamiętam go o ...takiego! Ale jedno mi nie daje spokoju-czy on ma trylogie Tolkiena na brzuchu???:)
OdpowiedzUsuń