Nie wiem czy to nie szok...
Prosto z jednostki w Wałczu, depresyjnej sytuacji, gołych ścian i metalowych łóżek nagle Ania wyrwała mnie do teatru...
Nagle wieczór zamiast przyjaznych kolegów i szklanki whisky, zmienił się diametralnie.
Aktorzy z Warszawki - Bończak, Polk (to ten inspektor od księdza Mateusza), Magda Wójcik...
Wino w fuajer - wielki świat kuchenny blat, jedyny spektakl w mieście.
Mój attache kulturalny - Ania - jak zwykle stanęła na wysokości zadania.
Ok .. ale jesli chodzi o recenzję:
Powtarza sie opinia ze budynek tymczasowy Opery, bardziej nadaje się na cyrk, niż na Operę czy Teatr. Odgłos przejezdzajacego tramwaju jest naprawde głosny :D
Do sceny jest całkiem daleko ... naprawde daleko...
Takiego zblizenia to niestety nie widziałem.
Ja zrobiłem najgorsze zdjęcie roku :)
Iphone poległ.
Wstyd, ale podobno nie wypada robic zdjec w teatrze :)
Sama sztuka - zabawna - i tylko tyle.
Tresc, suspens i sama akcja - ja byłem rozczarowany.
Gra aktorska za to - całkiem całkiem - widać, że to dobrzy aktorzy.
Zmarnowany potencjał według mnie.
(choc tak jak pomyslec - to pare głębszych przemyslen na temat psychiki, kobiet i związków się tam może znajdzie.)
W sumie oczywiscie miły wieczór. Jednak Teatr Polski wygrywa.
Niedziela, to słońce, wiosenna pogoda, badmington ze znajomymi, wspólny lunch na mieście...
W porównaniu z poprzednim dołującym tygodniem - po prostu bajka.
Szkoda ze jutro znowu do roboty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz