sobota, 18 lutego 2012

Plamy na Słońcu

Tak, teoria Tao, że wystarczy chcieć - a samo się spełni, zadziałała kolejny raz.
O koncercie Kazika słyszałem od ponad miesiąca, jednak wiedziałem, że koliduje z moimi rozrywkami w pracy.
Ćwiczenia w Wałczu skutecznie pozbawiały mnie osobistej wolności i chęci do życia.
Ale powoli, powoli, serią minimalnych ruchów, nieświadomych posunięć, gwiazdy ułożyły się tak,
że na 2 dni przed koncertem - ziuut - otworzyło się okno.
Kupić bilety i wśiąść do Merca - trwało sekundę.
Przedrzeć się przez szatnię - troszkę dłużej - samo czytanie ostrzeżeń jest czasochłonne.




Klub Heyah to stara lokomotywownia przy PKP.
Pierwsza wizyta tam - noo prawie jak w stodole.
Widać że to po prostu zaadaptowana hala, nadająca się na klub raczej średnio - no ale ma to tęz swój klimat.


Kazik - podróż sentymentalna.
"Tata dilera" albo "California uber alles" (brawurowo wykonane zresztą) - to były początki naszego związku z Anią. Katowałem ją tymi kasetami odtwarzając na chińskiej wieży stereo w roku... 1995 ...
Nadal jest to pierdolnięcie.
Pozatym refren nowego "Bar la Curva!" [baar lakurvaa] - wraz ze skocznym riffem, wywołuje jakąś taką prymitywną pankową radochę!
Wzruszyłbym się gdybym miał czas.
Od niedawna chodził, ubrany lepiej
Niż jego rówieśnicy ze szkoły średniej
Ale ja go nie pytałem, ja czasu nie miałem
By dać żreć im wszystkim na dwie zmiany tyrałem


Litza na szczęscie wyluzował już z Arką Noego i gra jak szatan na gitarze i ryczy do mikrofonu.
Dorównuje Kazikowi niemal pod względem "liderowania".

Wysoki Sądzie! Ja z narkotykami
Miałem tyle wspólnego, co z mercedesami
Czyli nic. I nigdy nie uwierzę
Aby moje dziecko miało cokolwiek z tym bliżej


Dźwięk gorszy niż w słowianinie, ale tak to jest jak gra się w stodole.
Choć w sumie nie było źle: 8/10. Chyba wokal był za głośno w stosunku do reszty.

Jego brat jest we wojsku, jak Pan Bóg przykazał
Siostra starsza ma męża na medal
Siostra młodsza w tym roku kończy podstawówkę
Nie wierzę, że sprzedaje narkotyki uczniom!


No i oczywiscie stara śpiewka...
Piwo, klimacik, muzyka na zywo, światła, czad, tupanie nogą.
Kocham koncerty. Słuchanie potem tego na płytach - to zaledwie cień tej energii.
Specjalne podziękowania dla Ani, która kuiła bilety i tez kocha koncerty.
No i naciąga mnie zawsze na nocne KFC w drodze powrotnej.

Chrzest bojowy nowego aparatu - jest zajebiście.
Brakuje zoomu 15x z Canona, ale nadrabia to ręcznym ostrzeniem, jakością przy ISO 1600 i ogólną jakością. Mieści się nawet w kieszeni, jak się uprzeć :D

1 komentarz:

  1. zobaczyl bym sobie Kaziora..ale musze sie pochwalic ze widzialem SOUNDGARDEN 2 tygodnie temu..i zajebjoza byla choc nie bardzo lubie chodzic na wielkie spendy..bylo bardzo grunge,psychodelic,raw BAD ASS MADAFAKIN MOTOR FINGER MACHINE! polecam jesli chlopaki z Seattle pojawili by sie gdzies w poblizu! czolem!

    OdpowiedzUsuń