Taaa.. w końcu coś :)
Oktoberfest po raz któryś już, to tylko kamień milowy, wyznaczający , ze jesień sie zaczęła.
Nie pamiętam jak mocno narzekałem rok temu... ale sprawdze później :)
Tak więc siada się najpierw z przypadkowaymi ludźmi na sali wypełnionej ok pół tysiącem ludzi.
Jednoczesnie ścisk i jednoczesnie głośno na tyle że nie da sie rozmawiać :)
Potem się czeka na rozpoczęcie...
Potem sie czeka na skończenie przemów...
Potem się czeka w kolejce do precli, kurczaków i kiełbachy...
Potem się słucha bawarskiej orkiestry dętej...
Potem się gra polski zespół, na początku ambitnie, potem weselnie...
Gdy już zaczną się "Hej sokoły" .. i pociąg przez salę... należy wykonać odwrót.
Podsumowując - nie jest tak źle, parę bawarek i niebawarek da się zobaczyć, piwa można do oporu tankować, no i darowanemu koniowi... ;)
Ausgezeichnet !!!
(zdjęcia nie moje)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz